Czy Bóg istnieje?

Napisał

  

 Rozwój filozofii, tej nauki, która miała dać nam odpowiedzi na najważniejsze pytania, przyniósł w efekcie więcej pytań i wątpliwości niż odpowiedzi i pewności. Obalił nasze poczucie pewności w otaczającym nas świecie, wprowadził nas w otchłań relatywizmu i wiecznej niepewności co do kwestii najbardziej podstawowych - podważył istnienie zewnętrznej rzeczywistości, Boga, pewnej moralności czy ostatecznie nawet świadomości otaczających nas ludzi.

 

 

 

 

Zostaliśmy wrzuceni w sztorm względności i braku wiedzy bez jakiegokolwiek koła ratunkowego, które mogłoby pomóc nam przetrwać ową burzę - wszelka prawda i wszystkie dogmaty upadły, a świadomość tego, że z tej opresji możemy dopłynąć do wybrzeża Prawdy została nam wyrwana z rąk niczym ostatni grosz biedakowi czy żebrakowi żądnemu wiedzy. Nawet sama nauka, będąca filarem naszego domostwa chwieje się w posadach słysząc o subiektywności związków przyczynowych, ostatecznej nieweryfikowalności własnych poglądów czy iluzoryczności wszechświata. Któż nam bowiem zagwarantuje, że to ruchy płyt tektonicznych wywołują tsunami, a nie tak naprawdę szajka nadnaturalnych delfinów falami telepatycznymi jest odpowiedzialna za owe katastrofy naturalne, a zbieżność trzęsień ziemi z owymi falami oceanicznymi jest jedynie aktualnym przypadkiem? Choć teza ta na ten moment jest nie do udowodnienia, jest ona również nie do obalenia - choć po naszej stronie jest prawdopodobieństwo, to nie mamy mocy wyeliminować tę hipotezę o złośliwych ssakach morskich. Jak więc znaleźć w dzisiejszych czasach jakąkolwiek pewność, która byłaby niczym kamienie szlachetnej wody czy iskry intymnego ognia?


Naszym zadaniem jako żądnych wiedzy miłośników mądrości jest próba znalezienia choćby okruchu niezaprzeczalnej prawdy, klucza do zrozumienia pełni rzeczywistości, aby móc uciec od rechoczącego widma postmodernizmu. Koniecznym więc jest próba znalezienia punktu archimedesowego, który pozwoliłby nam z gracją uderzyć z całej siły w twarz relatywizm i zatańczyć radośnie na jego zwłokach, niczym Śiwa tańczy na truchłach własnych wyznawców. Nie może być to twierdzenie pośrednie, które - choć musi być prawdziwe - to wpędza w kolejne wątpliwości i ostatecznie samo w sobie nie daje wyprowadzić z siebie dalszych prawd (np. kartezjańskie “cogito ergo sum”, które wbrew Descartesowi nie warunkuje nawet istnienia Boga). Jako, że nie są nam dane pewniki, musimy spróbować wyizolować z różnych możliwości wspólny element, który koniecznie wynika z każdego z wariantów. Element ten musi jednak ponadto być pewnikiem odnośnie obiektywnej i najbardziej prawdziwej rzeczywistości. Spróbujemy wyizolować go z ewentualnych możliwych modeli rzeczywistości.

 
 
Mamy dane teoretyczne 5 wariantów rzeczywistości. Każdy z nich odnosi się do tego jak duży udział odgrywa nasza percepcja i jak trafna jest ona. Dwa najbardziej skrajne to solipsyzm oraz realizm naiwny. Solipsyzm twierdzi, że poza nami samymi nikt inny nie jest świadomy, a cała rzeczywistość to jedynie impresje przez nas doświadczane (impresje są tutaj rozumiane przeze mnie jako wrażenia odbierane przez percepcję, przede wszystkim zmysłowe, choć nie tylko). Nie istnieje więc wtedy rzeczywistość zewnętrzna, a wszystko jest wytworem naszego umysłu niczym sen czy halucynacja. Tym samym każde zwierzę oraz każdy inny człowiek również jest tylko zbiorem wrażeń zmysłowych, niemających żadnej świadomości czy własnej percepcji. Realizm naiwny z kolei zakłada, że istnieje rzeczywistość zewnętrzna i to, jak ją doświadczamy jest idealnym odbiciem rzeczywistości. W owym wariancie doświadczamy rzeczy samych w sobie i bariera między subiektywizmem a obiektywizmem nie istnieje. Kolejna możliwość to idealizm subiektywny - według niego istnieje wiele świadomych podmiotów, jednak wszystko pozostałe to tylko i wyłącznie impresje. Dwie pozostałe wersje twierdzą kolejno, że istnieje rzeczywistość zewnętrzna, i że nasza percepcja w pewien sposób odwzorowuje ową rzeczywistość (tak jak według nauki postrzegane przez nas kolory są interpretacjami odbieranych przez nasze oczy fal elektromagnetycznych) bądź nasza percepcja w żaden sposób nie odwzorowuje rzeczywistości zewnętrznej (tak jak śniący egzystuje we własnym śnie oderwanym od świata materialnego). Z każdego z tych modeli musimy spróbować więc wyciągnąć wspólny ostateczny wniosek, który pozwoli wyprowadzić nam wnioskowanie co do rzeczywistości. Zacznijmy więc od solipsyzmu.

 

Prawda o świecie jest taka, że nie mamy pobudek aby sądzić, że istnieje świat zewnętrzny. Zgodnie z zasadą brzytwy Ockhama powinniśmy więc zacząć właśnie od solipsystycznej hipotezy (co nie świadczy o jej prawdziwości). W tej opcji jedynym podmiotem jesteśmy my - tylko my mamy świadomość, tylko my dysponujemy pamięcią i tylko my możemy myśleć. Cała postrzegana rzeczywistość to więc wytwór naszego umysłu (najprawdopodobniej nieświadomego, tak jak podczas snu). Sytuacja ta sama w sobie nie musi przypisywać nieświadomości odrębności (jak to robi Jung), bowiem wszystkie procesy nieświadomości wytwarzające rzeczywistość mogą być napędzane za pomocą naszych myśli. Działoby się to tak, jakbyśmy próbowali zastrzelić człowieka, przed którym przelatuje nagle ptak - niezamierzenie zastrzelimy również tego ptaka. Nie jest jednak naszym zmartwieniem teraz badanie mechanizmów działania solipsystycznego świata, lecz jedynie rozważanie jego koncepcji. W jakimkolwiek modelu świadomości możemy doświadczać dwóch możliwości - doświadczania formy istnienia (tutaj impresji czegokolwiek) bądź też braku istnienia, czyli nicości (doświadczamy jej np podczas głębokiego snu, co równa się poczuciu braku wrażeń, czasu etc). O nicości jesteśmy w stanie powiedzieć, że jej cechą jest brak danej cechy bądź jej zerowy stopień (na te dwa warianty natrafimy zastanawiając się nad jakąkolwiek cechą). Przykładowo - gdy rozważamy świadomość jako cechę, nicości będzie przysługiwał brak świadomości (brak danej cechy), lecz jeśli rozważamy ciepło, to nicość nie może posiadać jej przeciwieństwa jako braku, tylko zerowy stopień (bowiem nicość nie ma przeciwieństwa ciepła, czyli zimna, lecz jest pozbawiona obu tych właściwości). Natrafiamy tu na swoisty paradoks, bowiem warunkiem istnienia nicości jest nieistnienie (rozważania o nicości to bowiem rozważania o samej jej idei), przez co niezależnie od modelu rzeczywistości i jej stanu nicość musi istnieć, bowiem jej istnienie to nieistnienie.

 

Niektórzy mogą wyjść tutaj ze sprzeciwem, że czyste idee nie istnieją. Najczęściej przytoczy się tutaj wnioskowanie Berkeleya, że nie sposób wyobrazić sobie idei trójkąta samego w sobie, który nie byłby ani ostrokątny, rozwartokątny ani prostokątny. Z kolei tak samo nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić nawet idei trójkąta prostokątnego przez nadania losowej miary dwóm pozostałym kątom. Berkeley jako biskup nie miał nigdy styczności z substancjami psychoaktywnymi, przez co rozważał on jedynie codzienny stan świadomości. Dla potrzeb zobrazowania tego przedstawię krótki schemat. Możemy na szybko nakreślić dwa bieguny wpływu na świadomość zajmowane przez dwie różne klasy substancji - stymulanty oraz dysocjanty. Stymulanty zwiększają “natężenie” świadomości i sprawiają, że jest ona bardziej połączona z ciałem oraz impresjami fizycznymi (również tymi pojawiającymi się w umyśle). Dysocjanty z kolei zwiększają nacisk na umysł i oczyszczanie go z form fizyczności (sam wątek rozwinę w dalszej części). Podczas doświadczeń z dysocjantami coraz bardziej dostępne dla nas stają się idee same w sobie. Wpływ na świadomość i umysł możemy więc przedstawić jako koło, gdzie jego środek to czysta świadomość, zaś poza okręgiem znajduje się stan nicości (doświadczany podczas snu głębokiego). Możemy więc przemieścić się umysłem na sam okrąg, na którym jest pogranicze impresji oraz nicości - to właśnie tam swoje miejsce mają czyste idee. Doświadczenia pod wpływem dysocjantów oraz doświadczenia duchowe (np. Shivadarshana) potwierdzają, że można doświadczyć czystych idei, tak więc berkeley’owski dowód przeciwko czystym ideom nie ma racji bytu.

 

Tak więc możemy być pewni istnienia nicości. Jej potencjalnym przeciwieństwem byłby zbiór wszystkich możliwości istnienia przez wzgląd na to, że podmiot różni się od impresji (jedną z możliwych cech istnienia jest analogicznie świadomość), lecz impresje również różnią się od siebie samych. Przeciwieństwo nicości MOŻE więc istnieć - nie gwarantuje to jego istnienia, jednak na razie potrzebna jest nam chociaż sama możliwość. Jednak na razie przejdźmy do tego, co jest nam dane - impresji. Impresje różnią się od siebie i możemy stwierdzić, że przez wzgląd na cechy przypisać im można różne stopnie istnienia (bez problemu bowiem możemy zniszczyć wyobrażenie mentalne bez otwierania oczu, jednak widok krzesła bez zamknięcia oczu tak szybko nie zniknie). Istneiją trzy główne kryteria cech istnienia;

-  kryterium ilościowe,

- kryterium jakościowe,

- kryterium trwałościowe/realnościowe.

 

Pierwsze kryterium odnosi się do ilości. Możemy na przykład mieć do dyspozycji po lewo jedną obraną pomarańczę, a po prawej stronie dwie. Możemy zniszczyć ich impresję np. zjadając je. Więcej czasu, wysiłku i trudności zabierze nam zjedzenie dwóch niż jednej. Pokazuje to, że im jest czegoś więcej, tym ma wyższy stopień istnienia. Drugie kryterium odnosi się do cech oraz ich stopnia. Możemy trzymać żelazny pręt, który będziemy podgrzewać. Będzie się on coraz bardziej rozgrzewał, przez co możemy otrzymać dwie cechy - ciepło i zimno (obie cechy są ekspresją różnicy stopnia jednej jakości). Przedmioty o intensywniejszej impresji będą analogicznie bliżej absolutnemu istnieniu (bowiem narastające ciepło bądź zimno wywołuje coraz intensywniejszą, dotkliwszą i realniejszą impresję), zaś stan neutralny będzie bliższy nicości. Odnosi się to wszakże do bardzo rozmaitych cech. Ostatnie kryterium odnosi się do opisanego przeze mnie wcześniej przykładu z krzesłem. Aby sprawić, by wyobrażone krzesło zniknęło (bez otwierania oczu), potrzebny nam jest niewymiernie mniejszy wysiłek względem próby anihilacji “obiektywnego” krzesła.

 
 
Kolejnym ważnym aspektem są prawidła rządzące rzeczywistością. Nijak nie jesteśmy w stanie przekazywać impresji drugiej osobie (pomijając na chwilę nasz solipsyzm), nie prześlemy jej wrażenia koloru drzewa czy też odczucia zimna, które poczujemy dotykając śniegu. Na potrzeby ułatwienia komunikacji i opisu świata powstał więc język, jako system odnośników do aspektów rzeczywistości poprzez symbole (w zwykłych językach mające formę słów). Ponad wszystkie języki wysuwa się jeden, najdokładniejszy, uniwersalny i najbardziej trafny - matematyka. To właśnie matematyka jest najbardziej rozbudowanym systemem odnośników. Jak żaden język, tak i matematyka nie oddaje wrażeń samych w sobie, jednak w najbardziej skrupulatny, staranny i zupełny sposób stwarza system symboli. Z pomocą matematyki można więc stworzyć zbiór odnośników opisujący każdą możliwą rzecz. Przez wzgląd także na jasne i spójne prawidła, matematyka za pomocą konkretnego modelu jest w stanie opisać jakąkolwiek możliwą rzeczywistość. To właśnie dlatego mityczny Tahuti, bóg wiedzy, ucząc ludzi pisma i języka nauczył ich również matematyki.

 

W ten sposób matematyka musi w jakiś sposób opisywać naszą rzeczywistość. Zaś jednym z kluczowych spostrzeżeń, które wysnuwamy, jest to, że w świecie (poza czystymi ideami) nie panują antynomie. Na przykład antynomia między istnieniem a nieistnieniem nicości jest możliwa, gdyż stanowi ona ideę samą w sobie. Często podawaną antynomią jest antynomia klas samozwrotnych, której obrazem w naszej rzeczywistości miałby być paradoks kłamcy. Pokrótce: “Pewien człowiek twierdzi: „ja teraz kłamię”. Jeśli zadamy sobie pytanie, czy jest on kłamcą czy też twierdzi prawdę dojdziemy niechybnie do sprzeczności. Jeśli kłamie, to stwierdzając „ja teraz kłamię” wypowiada prawdę, a więc nie jest kłamcą. Jeśli natomiast twierdzi prawdę, to znaczy, że kłamie, bo to oznacza wypowiadane przez niego zdanie”. Paradoks ten jest jednak tylko pozorny, bowiem zakłada, że kłamca wiecznie mówi prawdę, a człowiek mówiący prawdę mówi ją zawsze (jak jednak w rzeczywistości nie jest i nie ma powodu, dla którego owo odstępstwo w tej sytuacji nie mogłoby nastąpić). Antynomii można się jednak łatwo pozbyć z języka za pośrednictwem rozróżnienia języka i metajęzyka etc.

 

Oczywistym jest jednak dla nas, że nie możemy podnieść czegoś, co jest niemożliwym do podniesienia. Na tej zasadzie niemożliwym jest wyobrażenie sobie czegoś, co nie mogłoby istnieć (bowiem przy wyobrażeniu istniałoby przynajmniej w umyśle). Jesteśmy zaś w stanie zarówno wyobrazić sobie jak i doświadczyć byt absolutny (np. poprzez duże ilości stymulantów czy też Atmadarshany). Istota taka może więc istnieć, skoro może istnieć chociażby w naszym umyśle. Rozważmy więc teraz cechy owego bytu, którego każda cecha ma wymiar maksymalny;

- wszechmocny,

- wszechwiedzący,

- omnipotentny,

- wieczny,

- najprawdziwszy (bardziej prawdziwy niż cokolwiek innego),

- idealny,

- zawierający w sobie wszystkie możliwe cechy istnienia i jego potencjalne formy,

- istniejący w każdej możliwej wersji rzeczywistości,

- etc.

 
Najważniejsza jest tutaj cecha odnośnie możliwości istnienia. W niektórych wersjach rzeczywistości świat zewnętrzny istnieje, a w innych nie (np. realizm naiwny a solipsyzm). Podobnie w rzeczywistości, gdzie istniałaby TYLKO planeta Mars, sarny by nie egzystowały. Cecha istnienia w paru wariantach rzeczywistości podniesiona do formy maksymalnej to istnienie niezależnie od egzystującej formy rzeczywistości/istnienie w każdej możliwej formie rzeczywistości. Z tej racji byt absolutny musi istnieć niezależnie od tego, czy prawdziwym jest solipsyzm, realizm naiwny czy jakakolwiek inna forma świata. Nawet w sytuacji, gdy nasza percepcja nie ma związku z realną rzeczywistością (jak w sytuacji gdybyśmy wiecznie śnili), to i tak rzeczywistość zewnętrzna musiałaby się opierać na strukturach matematycznych. Nawet bowiem rzecz niewyobrażalną możemy oznaczyć jako x, a zbiór jej cech jako y. Wszystko, co może istnieć jest ostatecznie przedstawialne za pomocą odnośników, więc wszystko musi mieć matematyczną strukturę. Na wskutek tego nieważne czy tylko ja jestem świadomy, czy wszyscy mamy świadomość, czy istnieje świat zewnętrzny czy też to wszystko to iluzja - ponad tym wszystkim jako ostateczna forma prawdy góruje właśnie Absolut.


Natura wrzechświata


 Dysponujemy już więc pewnikiem w postaci istnienia Absolutu, czy też inaczej mówiąc Boga. Jest to pewnik dotyczący ostatecznej natury rzeczywistości i właśnie tej najbardziej realnej i prawdziwej formy świata. Zgodnie z wcześniejszymi rozważaniami byt taki musi być wszechobecny, lecz jednocześnie być absolutną jednością i wszechzawierający (czyli także posiadający maksimum osobnych elementów, które jednak przez powyższą cechę są zjednoczone). Jedność i omnipotencja są jednak cechami walczącymi ze sobą przez sam fakt istnienia przestrzenności - jeśli bowiem mamy trójkąt, który z racji bycia płaszczyzną jest jednością, to jesteśmy w stanie wyodrębnić w nim osobne “byty”, bowiem możemy stwierdzić, że punkt A nie jest jednością z punktem B o innym położeniu, przez co ów trójkąt nie jest absolutną jednością. Z koncepcji tej wynika,że byt absolutny przestrzennie musiałby mieć formę punktu egzystującego w przestrzeni stopnia zerowego - oznacza to, że poza owym punktem nie istnieje jakakolwiek inna przestrzeń. Przez bycie wszechzawierającym, każda rzecz stworzona przez Boga jest tak naprawdę jego aspektem. Jak więc może istnieć wszechświat, w którym nie istnieje absolutna jedność, i który ma formę przestrzenną, jeśli poza Bogiem nie może istnieć osobna przestrzeń i on sam nie wytrąca się ze stanu jedności? Jeśli Bóg więc jest też najwyższą formą świadomości, to istnieje prosta możliwość: cały istniejący wszechświat to tak naprawdę wytwór boskiego Umysłu.

 

Zjawisko to można porównać do wyobrażania sobie czegokolwiek przez nas czy nawet snu, gdzie “rzeczywistość” jest kreowana przez nasz umysł. Nie powinniśmy jednak wpadać w depresję i załamywać się nad tym, że nasz świat i nasze życie to tylko iluzja. Nauczono nas myśleć zgodnie z prawem wyłączonego środka; albo coś jest czerwone, albo nie.Krzesło przed nami istnieje albo nie i nie ma opcji pośredniej. Tymczasem chociażby mechanika kwantowa pokazuje nam, że prawo wyłączonego środka nie jest wszechobowiązujące - przykładowo elektron, który powinien być albo cząsteczką, albo falą, wydaje być się czymś pomiędzy i w taki sposób się zachowuje. Tymczasem jeśli mamy przed sobą butelkę do połowy wypełnioną wodą, to stwierdzenie, że nie jest ona pełna, nie gwarantuje, że jest ona pusta. Jak więc widać, logika dwuwartościowa nie jest obowiązującym we wszechświecie modelem i prawdziwa musi być inna logika.
 

 
Najtrafniejsza wydaje się tutaj logika rozmyta autorstwa Loftiego Zadeha, która przyjmuje wiele możliwych wartości logicznych. Dzięki niej jesteśmy w stanie powiedzieć o naszej poprzednio wzmiankowanej butelce, że jest ona w 50% pełna, a w 50% pusta.Na tej samej zasadzie można stwierdzić, że jakieś zdanie jest w 93% prawdziwe, a w 7% fałszywe. Podejście takie jest konieczne do rozprawiania o tym, czy coś istnieje, czy też nie. Tak jest bowiem chociażby ze snami- nie możemy stwierdzić, że nie istnieją, lecz koniecznym jest zaznaczenie, że są mniej realne od naszej codziennej rzeczywistości. Podobnie nasz świat jest po prostu w mniejszym stopniu realny, ostateczny i prawdziwy niż sam Bóg.

 
 
Wcześniej przedstawione również zostało, że matematyka jest ostatecznym językiem opisu rzeczywistości. Odnosząc się do koncepcji Boga jako bytu absolutnego, wszystko musi być jego aspektem, więc tak naprawdę to Bóg jest substancją, która w różnym stężeniu tworzy wszelkie byty. W tym ujęciu wszelka matematyka jest formą, w którą obleczona jest substancja, i dzięki której eksponują się konkretne aspekty tej substancji. Podstawowym jednak problemem jest wywnioskowanie, który system matematyczny jest tym oddającym rzeczywistość. Musimy odnieść się więc do właściwości liczb oraz naszej rzeczywistości.

 

Struktura rzeczywistości

 
Podstawą wszystkiego jest zawsze pojedynczość. Jest to podstawowy rodzaj, który jesteśmy w stanie zauważyć nawet po świadomości samych siebie, bowiem skoro istniejemy, to istnieje pojedynczość. Bardzo łatwo wyprowadzić w tym ideę dwójcy - skoro istniejemy, to brak nas (nicość) jest ideą nam przeciwną - mamy już więc ideę dwoistości, gdzie jedna rzecz stanowi przeciwność drugiej (np. żeńskość względem męskości). Jeśli istnieją dwie przeciwstawne idee, musi istnieć także stadium pośrednie pomiędzy nimi; między bielą a czernią istnieje szarość, podobnie jak między żeńskością a męskością istnieje androgyniczność. Trzeci czynnik nie musi być zwykłym połączeniem dwóch pozostałych, lecz może być zupełnie nowym bytem - tak samo jak z tlenu i wodoru otrzymujemy wodę o unikatowych i oddzielnych od substratów właściwościach. Trójka jest więc podstawowym i minimalnych schematem rzeczywistości.

 
 
Najczęściej trzeci element nie jest jednak zupełnie autonomiczny od dwóch pozostałych i poza cechami wyjątkowymi przejawia pewne cechy dwóch elementów składowych. Na tej zasadzie jesteśmy w stanie wyodrębnić z androgynicznego elementu trzy aspekty - jego indywidualny, przejęty od jednej substancji składowej oraz przejęty od drugiej. Na takiej zasadzie powstaje piątka, gdzie jeden element (indywidualność androgynicznego elementu) jest idealną syntezą w jedność pozostałych par przeciwności. Możemy pójść również innym tropem i zamiast dzielić element androgyniczny, jeśli jest on absolutnym zjednoczeniem, dzielimy wtedy dwa elementy przeciwne na 3 części składowe: jedna jest aspektem stricte indywidualnym, którym nie dysponuje zupełnie przeciwieństwo, druga to ten aspekt, który w pewien sposób jest powiązany z naturą przeciwieństwa oraz trzeci, który jest cechami przejętymi przez element idealnie androgyniczny. Najłatwiej będzie to zobrazować na najprostszej trójcy licz: 1, -1 oraz 0.

 

Dwoma przeciwnymi elementami jest 1 i -1, a w efekcie ich mariażu powstaje 0. Owo zero można rozłożyć jednak na dwa różne czynniki, które będą na tej samej szerokości osi, jednak stworzą drugą oś, która będzie określała wysokość. W ten sposób z dodawania 1 i -1 otrzymujemy sumę pierwiastka z minus jeden oraz minus pierwiastka z minus jeden. Piątym elementem w tej sytuacji pozostaje 0, które jednoczy zarówno 1 i -1 jak i pierwiastek z -1 i minus pierwiastek z -1. Z kolei przykład heptady obrazowany będzie nie na samych liczbach, lecz ich właściwościach. Dalej dysponujemy triadą 1, -1 i 0, jednak tym razem nie rozdzielamy zera na inne części składowe, lecz przyglądamy się właściwością 1 i -1. Męską częścią jedynki będzie to, że jest ona dodatnia, zaś żeńską częścią minus jedynki jest jej ujemność. Androgynicznymi aspektami 1 i -1 jest wektor na osi łączący je z zerem. Wektory te choć mają inne zwroty, to mają tą samą długość. Żeńską cechą 1 będzie to, że gdy jest podzielona przez liczbę ujemną, daje w wyniku liczbę dodatnią. Z kolei męskim aspektem -1 będzie to, że podzielona przez liczbę ujemną daje liczbę dodatnią. W ten sposób właśnie otrzymaliśmy heptadę i w taki sposób triada, pentada oraz heptada odgrywają kluczowe role w rzeczywistości. Aby mieć pełniejszy obraz całości koniecznym jest zsyntetyzowanie pentady i heptady, dzięki czemu otrzymamy nonadę i dziewiątkę. Dziewiątka jest jednak nad wyraz wyjątkowa, ponieważ jest pierwszą liczbą, która pomnożona przez jakąkolwiek liczbę (poza zerem oczywiście) mniejszą bądź równą sobie daje nam w wyniku taką liczbę, której suma cyfr wynosi 9 (ponadto jakakolwiek liczba będąca wielokrotnością dziewiątki daje się do niej sprowadzić np. 9*11=99 9+9=18 1+8=9). Z tej racji dziewiątka jest swoistym glifem twierdzenia “zmienność=stabilność”. Nonada nie może być jednak pełnym systemem liczbowym, ponieważ nie uwzględnia ona dodatkowej opcji, jaką jest zbiór wszystkich elementów bez syntetyzowania ich w jedność. W ten sposób po dodaniu owego elementu otrzymujemy dziesiątkę i dekadę. Dzięki temu to właśnie system dziesiątkowy jest idealną obowiązującą strukturą rzeczywistości, bowiem każdy kolejny system to rozszerzanie jej poszczególnych elementów.

 

Wyjaśniliśmy już więc dlaczego system dziesiętny jest obowiązującym podstawowym systemem formy wszechświata i dlaczego tak dużą rolę odgrywa w nim pentada i heptada. Przy zajmowaniu się matematycznym aspektem rzeczywistości trzeba rozważyć jeszcze pewne istotne kwestie ezoteryczne, to znaczy gematrię. Gematria to część kabały zajmująca się zależnościami między liczbami oraz liczbami odpowiadającym konkretnym bytom czy ideom. W języku hebrajskim każda litera jest bowiem jednocześnie liczbą, tak więc każde słowo to również liczba. Nie będziemy się tu zastanawiać nad poprawnością przypisań w języku hebrajskim, greckim czy jakimkolwiek innym, lecz rozważymy samą ideę gematrii. Jak wcześniej było wspomniane, liczby stanowią formę nadawaną substancji i to dzięki owej formie ta substancja eksponuje swoje konkretne aspekty. Liczby od 1 do 10 oznaczają 10 podstawowych jakości we wszechświecie i to ich permutacje dają nam cały wszechświat. Zależności liczbowe pozwalają nam więc na zauważenie prawideł występujących między pewnymi rzeczami oraz dają wiedzę na temat właściwości tych rzeczy. Przykładowo więc; imię boskie Żydów, JHWH, ma wartość liczbową 26. Z kolei AHBH, miłość, ma wartość liczbową 13. JHWH=2*AHBH,co pokazuje, że boską naturą jest jednoczenie dwoistości w miłości. Innym przykładem jest inne ALIM, boska formuła 4 żywiołów, która ma wartość liczbową 81 - 81 to liczba Księżyca, co uzmysławia nam, że tak jak Księżyc bez blasku Słońca jest niepełny i martwy, tak 4 żywioły bez żywiołu ducha są fuzją bezmyślnych i ślepych sił. Są to oczywiście bardzo ogólne przykłady. Należy jednak zwrócić pewną uwagę, gdyż wielu studentów kabały popełnia kardynalny błąd twierdząc, że jeśli coś ma taką samą wartość liczbową jak inna rzecz, to są one ze sobą tożsame. Na takiej zasadzie DOG byłby GOD, a pies w przeciwieństwie do Boga nie jest tak wszechmocny i absolutny. Słowa o tej samej wartości to tak naprawdę manifestacje aspektów konkretnej idei tak, jakbyśmy odrywali płatki z róży. Na tej zasadzie czysta idea siódemki może się zamanifestować jako 1+6, 3+4, 10-3 etc. Stosowną rolę odgrywa tu również to czy najpierw z siódemki została wyemitowana czwórka czy trójka.

 

Kolejna ważna perspektywa przy strukturze rzeczywistości to podejście psychologiczne.  W ezoteryce olbrzymią rolę odgrywają pojęcia makro i mikrokosmosu. Ich koncepcja twierdzi, że pewne rzeczy bądź byty (np. człowiek) są zmniejszonymi wersjami całego wszechświata bądź Boga. W ten sposób mikrokosmos zawiera w sobie schemat i właściwości makrokosmosu, lecz w mniejszej skali. Wiemy o Bogu, że jest on istotą posiadającą absolutną świadomość i umysł, dlatego ludzka psychika (i np. zwierzęca) muszą być w pewien sposób odwzorowaniem boskiej psychiki (bowiem jako istota wszechzawierająca Absolut tworząc cokolwiek zawiera w swym dziele swoją podobiznę). Bardzo naiwnym byłoby przyjęcie jednak tej perspektywy bez żadnych argumentów za nią przemawiających, z tej racji potrzebne są jakiekolwiek kwestie przemawiające za tą tezą. W tej sprawie warto przyjrzeć się chociażby mitologii.

 

Najczęstszym przyjmowanym stanowiskiem jest stwierdzenie, że mitologię opracowywano w celu wytłumaczenia zjawisk i procesów zachodzących w przyrodzie. W taki sposób chociażby mit o Persefonie miał tłumaczyć fakt istnienia 4 pór roku. Przełomu w postrzeganiu mitologii dokonał jednak szwajcarski psychiatra, Carl Gustav Jung. Według niego mity były tak naprawdę zobrazowaniem procesów psychicznych, a ich postacie obrazowały konkretne aspekty psychiki. Według Junga istnieje nieświadomość zbiorowa, czyli warstwa nieświadomości,w której zapisane są między innymi genetycznie ustalone wzorce zachowań, myślenia czy też opinii oraz odczuć odnośnie pewnych obiektów. Ostatnia z tych rzeczy wiąże się ściśle z pojęciem archetypu, czyli istniejącym w nieświadomości zbiorowej symbolem czy też wzorem konkretnej rzeczy. Przykładowo archetyp matki wiązałby dla nas tą postać z czułością, delikatnością, opiekuńczością, troską etc. Koncepcja archetypów miałaby tłumaczyć np. te same motywy występujące w mitach i kulturze różnych odległych cywilizacji. Ponadto wyjaśniałoby to podobne postacie i motywy pojawiające się podczas snów i halucynacji.

 

Mity (choć również np. procesy alchemiczne) przedstawiają więc zarówno metaforyczne prawdy jednocześnie odnośnie rzeczywistości zewnętrznej jak i wewnętrznej, gdzie ich wspólne elementy łączone są w formę archetypu (np. jaźń oraz ego są jednocześnie ze Słońcem przedstawiane pod postacią Ozyrysa czy Dionizosa). Pokazuje to, że istnieje pewien schemat w otaczającym nas świecie, który jest w specyficzny sposób odbity w nas samych. Oczywiście poza samą psychiką istnieją inne sposoby odwzorowania tego schematu. Żaden człowiek nie jest zupełnie androgyniczny, lecz stanowi jedną z płci. Mężczyzna, będący siłą aktywną, reprezentuje Słońce, zaś kobieta Księżyc, dwa dopełniające się elementy nieboskłonu, które królują w przeciwnych sobie porach. Co ciekawe u kobiet proces menstruacji zachodzi około co 28 dni, czyli tyle, ile wynosi pełny cykl księżycowy (czyli od pełni do pełni bądź od nowiu do nowiu). Kwestie te przemawiają za koncepcją mikro i makrokosmosu i dają nam realną podstawę do poważniejszego traktowania tej koncepcji.

 

Pomimo wielu błędów w pracach Junga (które mogą łatwo wyłapać sprawniejsi ezoterycy widząc jego łączenie niektórych rzeczy z konkretnymi archetypami na siłę bądź też bez dogłębnego ich zrozumienia), to jego teksty przedstawiają bardzo dużą wartość. Szczególnie na sporą uwagę zasługują (poza archetypami) jego koncepcje kompleksu oraz libido. Większości ludzi kompleks kojarzy się z problemem psychicznym na jakimś punkcie, aczkolwiek kompleks sam w sobie jest zbiorem pewnych wyobrażeń, myśli bądź słów, z czego ów kompleks może być na tyle rozbudowany, że będzie stanowił odrębną autonomiczną część psychiki. Na tej zasadzie zerwano z kartezjańskim modelem psychiki i zaprezentowano nam, że obok naszego ego żyje wiele odrębnych osobowości. Takim kompleksem może być chociażby sama nieświadomość (stanowiąca jedną wielką osobę) czy na przykład Animus (u kobiet aspekt psychiki wyrażający męską część ich natury). Każdy kompleks może z kolei składać się z mniejszych, liczniejszych, tak jak organ składa się z tkanek, a te z komórek. Teoria kompleksów odgrywa sporą rolę przy wytłumaczeniu chociażby wielu opętań czy zaburzeń osobowości.

 

Jeśli więc ludzka psychika składa się z kompleksów, to na podobnej zasadzie boski umysł składa się z olbrzymiej ich ilości (jednym jesteśmy chociażby my będąc nadal świadomi i autonomiczni) kompleksów, z czego możemy wyróżnić 7 głównych (dlaczego akurat 7 i czemu nie np. 10 będzie wyjaśnione w innym miejscu). Każdy z tych kompleksów jest tzw. planetarnym bogiem korespondującym z naturą Saturna, Jowisza, Marsa, Słońca, Wenus, Merkurego bądź Księżyca. Są oni umysłami, które nie mają stricte tak ewidentnego organizmu jak my, lecz przenikają konkretne części wszechświata odpowiadające ich naturze. Tutaj koniecznym jest rozszerzenie archetypu na świat zewnętrzny. Jung pisał, że dany kompleks może przyjmować formę różnych archetypów np. kompleks Animy (żeńska część psyche) może się objawić (chociażby podczas snu) pod postacią archetypu matki, żony, kochanki etc. Bogowie jednak nie są tylko zestawem 7 specyficznych ego (na naśladownictwo naszego) - reprezentują oni również 7 podstawowych jakości tworzących wszechświat. Jakości te są bardzo inteligibilne, bowiem stanowią pewne natury i jakości, przez co mogą się manifestować w różnej formie. Idea Marsa chociażby może się zamanifestować poprzez wojnę, lecz również siłę lub nienawiść. Idea Wenus może z kolei przyjąć formę marihuany, gołębia, jabłka czy koloru zielonego. Z tej racji istnieją we wszechświecie pewne powiązania pomiędzy różnymi rzeczami na zasadzie pozornie akazualnej. Bogowie planetarni mają jednak przede wszystkim naturę umysłów i winniśmy bardziej myśleć o tym w jaki sposób pewne rzeczy wchodzą w skład ich ciała na zasadzie zapachu przenikającego pewną określoną przestrzeń. Co oczywiste można dzielić cały wszechświat na inne sposoby (chociażby uczynić z tych 7 kompleksów 3 czy 49) i otrzymywać bardziej złożone kompleksy, bądź mniejsze podrzędne swoim zwierzchnikom.

 

 

 

 

 

 

 

 

Serwisy