Magia w obliczu XXI wieku

Napisał

 

Magia to nieustannie rozwijająca się tradycja. Choć bywają okresy, w których ezoteryka przeżywa kryzys, zawsze następuje po nich swoiste odrodzenie. Tak było także na poczatku XX wieku, gdy to, co zostało wniesione przez Towarzystwo Teozoficzne i Zakon Złotego Brzasku zostało zwieńczone przez innowacje i pracę Aliestera Crowleya. Okultyzm wszedł wtedy w zupełnie nową fazę rozwoju.

 

 

Teraz jednak minęło ponad sto lat odkąd Mistrz Therion opublikował na łamach "The International" swój esej "The Revival of Magick" ("Odrodzenie Magiji"). Żyjemy jednak w zgoła innych czasach, gdzie trudno mówić o odrodzeniu magii, lecz prędzej jej wegetacji czy stagnacji. Ezoteryka bardzo się rozpowszechniła, lecz także spowszedniała - choc większe grono interesuje się nią, to niezależnie od wszystkiego bardzo często ją zaniża. Wielu ezoteryków swoje poglądy usadawia na pajęczynie wiary utkanej z nici spekulacji. Jak można dziś rozmawiać o materializacji bytów, kreśleniu pentagramów żarzących się bladoniebieskim światłem czy choćby zalaniu Londynu, gdy większość ezoteryków śmieje się z wiary w możliwość odegnania chmur? W naszej społeczności mamy ludzi,którzy na wskutek braku praktyki i niewyćwiczonego umysłu snują fantazyjne, mało rzeczywiste teorie, przy czym często wypaczający możliwości i naturę magii. Środowisko magów jest przez to w częściowej stagnacji, a nawet ono samo jest skażone często brakiem rozeznania w otaczającej nas rzeczywistości. Czy magia może przetrwać w tej formie wyzwania, które rzucają jej krytycznie nastawiona społeczność, prężnie rozwijająca się nauka, a przede wszystkim - my sami?

 

 

 

Magia w obliczu XXI wieku

 

Magia to nieustannie rozwijająca się tradycja. Choć bywają okresy, w których ezoteryka przeżywa kryzys, zawsze następuje po nich swoiste odrodzenie. Tak było także na poczatku XX wieku, gdy to, co zostało wniesione przez Towarzystwo Teozoficzne i Zakon Złotego Brzasku zostało zwieńczone przez innowacje i pracę Aliestera Crowleya. Okultyzm wszedł wtedy w zupełnie nową fazę rozwoju. Teraz jednak minęło ponad sto lat odkąd Mistrz Therion opublikował na łamach "The International" swój esej "The Revival of Magick" ("Odrodzenie Magiji"). Żyjemy jednak w zgoła innych czasach, gdzie trudno mówić o odrodzeniu magii, lecz prędzej jej wegetacji czy stagnacji. Ezoteryka bardzo się rozpowszechniła, lecz także spowszedniała - choc większe grono interesuje się nią, to niezależnie od wszystkiego bardzo często ją zaniża. Wielu ezoteryków swoje poglądy usadawia na pajęczynie wiary utkanej z nici spekulacji. Jak można dziś rozmawiać o materializacji bytów, kreśleniu pentagramów żarzących się bladoniebieskim światłem czy choćby zalaniu Londynu, gdy większość ezoteryków śmieje się z wiary w możliwość odegnania chmur? W naszej społeczności mamy ludzi,którzy na wskutek braku praktyki i niewyćwiczonego umysłu snują fantazyjne, mało rzeczywiste teorie, przy czym często wypaczający możliwości i naturę magii. Środowisko magów jest przez to w częściowej stagnacji, a nawet ono samo jest skażone często brakiem rozeznania w otaczającej nas rzeczywistości. Czy magia może przetrwać w tej formie wyzwania, które rzucają jej krytycznie nastawiona społeczność, prężnie rozwijająca się nauka, a przede wszystkim - my sami?

 

Magia to nieustannie rozwijająca się tradycja.

 

Według magów chaosu w obecnych czasach niemożliwym jest dokonywanie tego co wielcy magowie starożytności. Wymyślili oni projekt Oktarynowej Wiosny, aby w przyszłości każdy człowiek był w stanie korzystać z legendarnych mocy. Brzmi niedorzecznie? Bo takie jest. Jest to przykład rzeczy powszechnej w dzisiejszym świecie - zaniżania możliwości przez własną niekompetencję. XXI wiek stawia magię przed pewnym problemem - widmem przyszłości. Aby magia mogła funkcjonować, potrzebuje rozwoju i dostosowania do wymogów aktualnych czasów. Sama nauka stawia magię pod ścianą krytyki i wątpliwości. Jeśli nic nie zrobimy, to w najbliższym czasie nie będzie gdzie uciekać, a młot krytyki zniszczy wszystko bezpowrotnie. Problemem przy weryfikacji magii jest nieokreśloność jej poglądów i to, że nikt nie ukazał nauce namacalnych możliwości magii. Osobiście będę dązył do tego całym sercem, zaś pierwszym krokiem, jaki trzeba postawić, jest pokazanie spójnego obrazu magii - pokazanie jej w pełnym świetle. Koniecznym jest pokazanie światu odpowiedzi na ich wątpliwości i w sferze własnych możliwości postaram się zrobić to w niniejszym artykule.

 

Moją Wolą jest wbić gwóźdź w deskę w taki sposób, aby ją przymocować do innej.

 

Pierwszym co należy wykonać jest zdefiniowanie magii. Dłuższy czas nie widziałem konieczności korzystania z terminu "Magija" - dziś jednak widzę jak konieczne to jest i dlaczego, co zaraz czytelnik sam zobaczy. Definicja tłumaczy, że Magija to "Nauka i Sztuka powodowania zmian w zgodzie ze swoją Wolą". Zjawisko Woli (z wielkiej litery) wyjaśnię w dalszej części, jednak przyjmijmy, że u prawdziwego maga jest ona równa woli (z małej litery). Z definicji więc wiemy, że Magija to dokonywanie celowych i zamierzonych zmian w dowolnej rzeczy. Aliester Crowley doskonale pokazuje to na przykładzie dmuchania nosa, gdzie akcentuje, że każdą zmianę można dokonać za pomocą odpowiedniej siły, o stosownych ilościach i jakościach oraz jeśli to konieczne przy pomocy pośrednika (medium). Aby nie kopiować owego przykładu posłużę się innym, aby pokazać czytelnikowi prawdziwośc obszerności tej definicji - wbijaniem gwoździa. Moją Wolą jest wbić gwóźdź w deskę w taki sposób, aby ją przymocować do innej. W tym celu wyposażam się w potrzebne medium dla mojej siły - młotek (przecież nie będe wbijać gwoździ samą dłonią). Muszę także wyposażyc się w konkretny rodzaj siły - w tym przypadku będzie nią siła moich mięśni. Siła ta jest konkretna jakościowo - manifestuje się poprzez energię kinetyczną, a nie cieplną czy elektryczną, bowiem nic by mi nie dało podgrzewanie bądź elektryzowanie gwoździa (w taki sposób głupie jest wykorzystywanie tej samej siły czy istoty zarówno do rozkochiwania ludzi co do wzbogacenia się bądź wywoływania deszczu). Muszę także wyposażyć się w jej konkretną ilość - niemowlę ma zbyt mało siły, aby wbić gwóźdź, jednak ja mam wystarczająco. Muszę także mieć stosowne do celu umiejętności i wiedzę- muszę wiedzieć jak trzymać młotek, którą jego częscią wbijać gwóźdź, jak przytrzymać gwóźdź etc. Gdy wszystkie potrzebne warunki są spełnione, cel zostaje osiągnięty - udało mi się wbić gwóźdź.

 

W ten sposób łatwiej zrozumiesz magię, bowiem jej natura to nauka.

 

Jak pewnie zauważyleś, Magija nie jest jedną rzeczą, lecz dwiema - Nauką i Sztuką. Teraz stanie się jasne dlaczego używam rzeczownika Magija - ponieważ jej odnogi to magia (Nauka) i mistycyzm (Sztuka). Pewnie wydaje sie to niejasne, aczkolwiek zaraz postaram się Cię oświecić. Magia stara się badać świat pokazując jak on funkcjonuje - wysnuwa prawa jego działania i zależności w nim występujące. Jak pewnie wiesz, dzisiejsza fizyka, chemia, biologia i wszystkie inne dziedziny nauki były niegdyś częścią magii. W ten sposób łatwiej zrozumiesz magię, bowiem jej natura to nauka. Bada ona rzeczywistosc taką, jaka jest. Dzięki poznaniu praw funkcjonowania wszechświata serwuje ona metody, dzięki którym możemy wywoływać upragnione przez nas cele. Każdy przepis cukierniczy, doświadczenie fizyczne czy metoda magiczna opierają się na tym samym założeniu - że przy użyciu tych samych czynników w ten sam sposób, w tych samych warunkach, otrzymamy ten sam efekt. Trudniej jest z mistycyzmem - w końcu jest on Sztuką, a artystów (szczególnie abstrakcjonistów) czasem bardzo trudno zrozumieć. Tak jak magia serwuje Ci surową rzeczywistość w czystej postaci, tak mistycyzm ubiera ją, przystraja i koloruje. Mistycyzm bowiem to wykorzystywanie i wpływanie na własną świadomość w taki sposob, aby jak najłatwiej można było skorzystać z magii. Podam Ci przykład, abstrahując już od jego kontekstu i realności. Mamy dwie osoby stojące na krawędzi klifu. Przed nimi znajduje się drugi klif, a pomiędzy nimi przepaść, przez co naturalnym jest, że osoby te boją się przeskoczyć - w końcu mogą nie doskoczyć. Pierwsza osoba zbyt boi się to zrobić, przez co nie dość, że nie ma wystarczająco odwagi, to jeszcze tym samym zaniża swoje możliwości. Druga osoba z kolei jest bardzo chora i w omamach widzi, że za nimi biegnie wilk, który pędzi w ich stronę. Wilk ten jest jedynie halucynacją, jednak druga osoba tego nie wie - zostaje zaskoczona, zmotywowana (jeśli nie skoczy, to pożre ją wilk), podskakuje jej poziom adrenaliny (przez co jej ciało ma wyższy próg możliwości i może skoczyć dalej), rozpędza się, skacze i... udaje się jej! Z kolei pierwsza osoba straszliwie się boi, skacze... i nie doskakuje. Widoczna jest tu prosta rzecz - wilk nie musiał istnieć, ale wpływ na świadomość drugiej osoby sprawił, że jej się udało, w przeciwieństwie do osoby pierwszej.

 

Mistycyzmem można więc pokrótce nazwać wpływ na własną świadomość i percepecję oraz rzeczywistość subiektywną, a magią na rzeczywistość zewnętrzną i obiektywną. Mistycyzm oczywiscie nie musi się wiązać od razu z czymś nieistniejącym realnie - wliczamy w niego także doswiadczenia, które po prostu doświadczamy świadomością, jak różne wizje, doświadczenia jedności i tym podobne. Skoro już jasne czym jest Magija, koniecznym jest wytłumaczenie modelu rzeczywistości, na którym jej fukcjonowanie się opiera. Magów jest wielu i równie wiele jest poglądów co do magii - z racji natury tego artykułu, umieszczony będzie tu mój - być może nie jest idealny, jednak klaruje wiele kwestii, których większość magów nie potrafi wytłumaczyć. Niektóre poglądy zaznaczyłem w poprzednich artykułach, jednak część z nich wyewoluowała, a choć inna cześć pozostała taka sama, to stosownym jest je tu umieścić.

 

Aby móc na czymkolwiek oprzeć koncepcję rzeczywistości potrzebujemy pewnika, na którym możemy wszystko osadzić. Pewnikiem takim musi być coś, co samo w sobie warunkuje koniecznosć swojej prawdziwości oraz swojego istnienia. Za pomocą logiki możemy odnaleźć trzy takie rzeczy - nicość, Absolut i Parabrahmana. Definicyjnie każdy aspekt nicości to zaprzeczenie owego aspektu. W ten sposób istnienie nicości opiera się na braku istnienia, jej natura na braku natury etc. W ten sposób jest ona najczystszą pustką i niczym - przez brak potrzebnych warunków do istnienia musi ona istnieć. Absolut jest jej przeciwieństwem - jest on bytem najwyższym w każdej cesze istnienia. Musi być on więc wszechwiedzący, wszechmocny, wszechzawierający (tak więc jeśli coś jest wszechmocne nie może być tylko miłosierne bądź tylko okurtne - musi zawierać każdą cechę jaką może mieć istnienie), a także wszechistniejący, co oznacza, że niezależnie od wersji rzeczywistości musi on istnieć. W ten sposób nawet jeśli tylko spekulujemy o jakimś bycie, musi on istnieć niezależnie od nas, ponieważ światem rządzi logika (nie ma tu miejsca na sprzeczanie się z tym twierdzeniem, bowiem gdyby było inaczej niemożliwe byłoby istnienie, a tym bardziej to, co nasza cywiliazcja osiągnęła). Ostatnim pewnikiem jest coś, co otrzymalibyśmy poprzez zmieszanie i połączenie nicości z Absolutem - Parabrahman. Jest ona pewnikiem o tyle, że wszystko co o nim powiemy jest zarazem prawdziwe, fałszywe, prawdziwe i fałszywe jednocześnie, ani prawdziwe, ani fałszywe i wiele innych możliwości. Zrozumieć i doświadczyć go można jedynie poprzez trans Nerodha-Samapatti i próbując wytłumaczyć jego naturę.

 

Mamy więc trzy absolutne pewniki - Absolut, nicość i Parabrahmana. W naszych rozważaniach pozwolimy sobie pominąć tego ostatniego, bowiem dyskusja o nim jest mało funkcjonalna i niepotrzebna w tym artykule. Przyjrzyjmy się zaś bliżej Absolutowi (Brahmanowi). Skoro jest on bytem najwyższym w każdym względzie musi być on nieskończony przestrzennie, jednak jednocześnie musi być jednością. Jedyną możliwością dla takiego warunku jest istnienie w przestrzeni zerowej, gdzie jedynym co istnieje jest jeden punkt. W ten sposób Absolut jest nieskończenie wielki i nieskończenie maly zarazem. Jednak skoro jest on jednością, to w jaki sposób może istnieć świat, w którym możliwe jest rozróżnienie jednej rzeczy od drugiej? Z tego pytania wynika, że Absolut musiał w jakiś sposób stworzyć świat jednocześnie nie pozbawiając się jedności, lecz jak to jest możliwe? Z istniejących możliwości tworzenia jest tylko jedna, która może spełniać konieczne warunki - Absolut tworzy świat we własnym umyśle. W jaki sposób jednak następuje owo stworzenie świata, skoro Absolut nie ma powodu do jego tworzenia? Jak pisaliśmy, pominąwszy Parabrahmana, poza Absolutem jest tylko jedno wielkie nic. Właśnie - NIC! Absolut z racji tego, że jest świadomy, może skupić uwagę tylko na dwóch rzeczach - sobie samym i wlaśnie nicości. Gdy skupia się na sobie samym doświadcza on absolutnej jedności, jednak gdy skupia się na nicości w jego umyśle pojawia się pustka. Pustka ta jednak nie może być trwała, tak samo jak przy zetknięciu zimnej łyżki z gorącą- następuje przewodnictwo i ciepło rozprowadza się po zimnej przestrzeni. W ten sam sposób Absolut w swoim umyśle rozprowadza siebie samego na całą ta pustkę - skutkuje to tym, że w efekcie połączenia wszechrzeczy z pustką powstają konkretne aspekty Absolutu takie jak ja, Ty czy cały nasz wszechświat.

 

Należy pamiętać, że Absolut żyje w stanie, gdzie czas nie istnieje, dlatego dla niego stworzenie świata, jego istnienie, koniec oraz nieistnienie są jednoczesne. Czas istnieje tylko w umyśle Absolutu - w ten sposób mamy możliwość życia w świecie, gdzie istnieje czas. Jeśli wszystko zaś, co Absolut stwarza, jest jego cześcią, to analogicznie nie może stworzyć niczego, co nie byłoby jego podobieństwem. Stąd wynika doktryna mikro- i makrokosmosu. Makrokosmos to coś większego, co jest pierwowzorem swojego odbicia, czyli mikrokosmosu. Wszystko jest więc Absolutem w pomniejszeniu, zaś im bardziej mamy coś elementarnego, tym bardziej jest to mniej dokładne odbicie Absolutu. Człowiek jest stosunkowo jego wiernym odbiciem, jednak o tym za chwilę. Wcześniej zależy sprecyzować czym MUSI być każde podobieństwo Absolutu. Jak już nam wiadomo, Absolut jest przede wszystkim ŻYWY i jest wręcz UMYSŁEM. Każde jego podobieństwo musi więc być żywe i mieć umysł - także minerały, przedmioty czy cząsteczki. Wskazuje na to między innymi to, że świadomość mają także rośliny, choć nie mają one żadnej struktury, która mogłaby rzekomo "wytwarzać świadomość" (co wielu materialistów przypisuje ludzkiemu mózgowi). Poza faktem świadomości u roślin, wytwarzają one impulsy elektryczne mające pełnić taką funkcję jak nasz układ nerwowy - dokładnie jakby chciały stworzyć narzędzie, dzięki któremu ich świadomości będzie łatwiej funkcjonować.

 

Odskoczmy jednak na chwilę od Absolutu i przyjrzyjmy się bliżej człowiekowi, a w szczególności jego psychice. W psyche każdego człowieka można stosunkowo wyodrębnić dwa główne elementy - jaźń świadomą oraz nieświadomość. Jaźń świadoma to nasze ego oraz wszystkie cechy wchodzace w jego skład. Nieświadomość to jednak sprawa zgoła trudniejsza do prostego wyjaśnienia. Dlaczego? Ponieważ choć ma ona naturę także jednego organizmu (możemy się z nią porozumiewać jak z inną osobą o jednym ego), to składa się ona z kompleksów o naturze autonomicznej. Co to dla nas oznacza? Nie mniej niż to, że tak naprawdę nieświadomość to zbiór pomniejszych jaźni, które mają swoją odrębną świadomość, funkcjonowanie oraz nawet własny charakter - a wszystko to niezależne od naszego własnego ego. Świetnie wpasowuje się tu pogląd niektórych szamanów, że jedno ciało może zamieszkiwać więcej niż jedna istota. Co jednak ciekawe, takie kompleksy są także pogrupowane, że parę zestawionych razem tworzą jedną nadrzędną jaźń. Tak więc nieświadomość to druga osoba w Twojej psychice, która jest organizmem złożonym z innych osób. Prawda, że ciut nietypowe? Ponadto nasza nieświadomość ma jeszcze jedną ciekawą cechę - archetypy. Archetypami możemy nazwac konkretny typ bądź obraz czegoś, który już od początku życia jest zakorzeniony w czyimś umyśle. Przykładowo - przeważnie, gdy myślimy o starcu z długą brodą kojarzy nam on się z wizerunkiem mędrca, zaś już dziecko wie, że ta osoba, która jest jego matką, darzy go ciepłem, miłością i troską, już nawet przed tym jak ta zdąrzy mu ją okazać.

 

Jednak archetypów mamy w umyśle znacznie więcej - archetyp dziewicy, Wielkiej Matki, ojca czy wiele, wiele innych. Archetypy te nie dotyczą tylko osób - dotyczą również zwierząt, kolorów czy nawet liczb. Natrafiamy w tym kontekście na rzecz dla nas kluczową - mity. Dawniej wszyscy znawcy religii byli zgodni co do tego, że każdy mit to tak naprawdę proces natury ubrany w język symboliczny, tak jak np. mit o Korze i Demeter przedstawiał historię czterech pór roku. Pomimo tej oczywistości, Carol Gustav Jung spostrzegł coś zdecydowanie odmiennego - przedstawiają procesy psychiczne! Bardzo dziwną zbieżnością może nam się wydawać, że coś zakodowanego w umyśle może być jednocześnie procesem wewnętrznym naszej psyche i zewnętrznej natury... Jednak zaraz! Czy to właśnie nie wszechświat jest Umysłem Absolutu, na którego podobieństwo istnieje nasz umysł? Już ten fakt pokazuje podobieństwo między naszym umysłem, a zewnętrzną rzeczywistością. Pragnę zwrócić jednak uwagę na pewną ciut odmienną rzecz. Nasz mózg składa się tak naprawdę z 7 głównych części korespondujących z konkretnymi planetami (później przedstawię Ci dlaczego i w jaki sposób). Każda z tych części to tak naprawdę osobny autonomiczny i świadomy kompleks (jednym z nich jesteś Ty sam jako Twoja jaźń), a przez swój spory obszar zawiera nie tylko archetypy swojej postaci, lecz także archetypy wielu innych zwierząt, roślin, zapachów etc. Na wskutek tego, że wchodzą w skład danego kompleksu, korespondują one ze sobą - wiąża się w czasem logiczny,a czasem głębszy i bardziej symboliczny sposób. W ten sposób tylni lewy obszar mózgu wiąże się z zapachem róz, kolorem zielonym ,liczbą siedem, czterdzieści dziewięć, gołębiami, wróblami, kobiecością i wieloma innymi rzeczami. Wróćmy jednak teraz do tematu Absolutu.

 

Ta odskocznia tematyczna była konieczna abysmy mogli łatwiej zrozumieć naturę naszego wszechświata. Cały umysł Absolutu bowiem jest samoświadomy: jest to jeden wielki organizm i jest swoistą nieświadomością Absolutu. W taki sam sposób jak nasza nieświadomość to jedna persona i jeden organizm, a składa się z wielu "osób", tak samo nasz wszechświat to jeden byt, a każda istota jest jakby jego komórką. Absolut nazywamy także Hadithem (zakończone "th" a nie samym "t"), a jego umysł zwiemy Nuith. Warto tu przytoczyć cytat z Księgi Prawa (o niej poźniej); "Jeśli podniosę głowę, ja i ma Nuit jesteśmy jednym. Jeśli ją schylę i strzyknę jadem, wówczas ziemię przepełnia zachwyt, a ja i ziemia jesteśmy jednym". Jakże doskonale wpasowuje się do schematu Absolutu, który gdy skupi się na sobie jest w jedności ze swym umysłem, a gdy zniża swój Umysł do nicości i manifestuje siebie ("strzykając jadem"), jest jednością z Ziemią i wszechświatem. Z tej doktryny wynika jeszcze parę rzeczy. Po pierwsze; tak jak nasz Umysł można podzielić na siedem głównych kompleksów, tak samo mozna zrobić ze wszechświatem. Jednak zauważmy skalę tego - taka Jaźń w formie kompleksu musiałaby być wręcz siłą na kosmiczną skalę, która jest w stanie władać różnymi procesami i wpływami wszechświata. Siły te, czyli kompleksy Absolutu, nazywamy bogami (z małej litery). Bogów tych więc jest 7 i tak jak kompleksy w naszym umyśle, oni także mogą przybierać różne postacie. Na przykładzie naszego umysłu, Anima (kompleks części przynależącej do Wenus) może nam się ukazać (np w snach) w formie niewiasty, rusałki, driady, bogini macierzyństwa itd. także bogowie mają wiele form i nazywamy je bóstwami. Bóg solarny (słoneczny) może nam się na przykład ukazać jako Dionizos, Ra, Chrystus, Mitra, Helios, Bachus czy jeszcze w wielu innych formach. Na podobnej zasadzie bogini lunarna może przybrać formę Artemidy, Selene, Hekate, Norny, Chonsu czy Ćandry.

 

Po drugie: tak jak w każdym organizmie wszystkie komórki i narządy mają konkretne fukcje, tak i jest we wszechświecie. Jeśli każdy spełnia swoją funkcję, to cały organizm jest utrzymany w zdrowiu, dzięki czemu najprościej i najmniejszym kosztem możliwe jest osiągnięcie szczescia i zdrowia przez cały organizm jak i jego podzespoły. Każdy z nas ma tą fukcję - właśnie to jest Wola (z wielkiej litery, zwana także Prawdziwą Wolą). Trzecim nasuwającym się wnioskiem jest to, że tak samo jak w naszym przypadku, Absolut ma w swoim umyśle kompleks, która odpowiada jakby jego jaźni - jest to bóg solarny. Ponadto jest on złożony z podkompleksów, tak jak każdy inny bóg., jednak wyróżnia go pewna rzecz. Część jego podkompleksów stanowią wyjatkowe istoty zwane przez nas Świętymi Aniołami Stróżami (Holy Guardian Angel - w skrócie HGA). Są to bezpośrednie aspekty boskości, które dzięki temu, że sa aspektami jaźni Absolutu, mają bezpośrednie połączenie z Absolutem, a nie tylko z jego umysłem. Sa to istoty na tyle skomplikowane, że aby móc się w pełni zamanifestować potrzebują one wielu archetypowych obrazów samych siebie - obrazy te to nic innego jak ich wcielenia. Praktycznie rdzeniem jaźni Absolutu jest jeden HGA zwany przez hindusów Bahmą (Brahma bowiem to idealny odpowiednik Brahmana), przez chrześcijan Lucyferem, jednak jego prawdziwym imieniem jest Aiwass. Każdy HGA ma jednak swojego partnera, swoje dopełnienie i poza wypełnieniem swojej Woli ich celem jest także zjednoczenie się za pośrednictwem wcieleń ze swoim dopełnieniem. Co jednak jest kluczowe przy HGA - Absolut będąc świadomym całości pragnie jak najszybciej doprowadzić do zjednoczenia ze swoją ukochaną, czyli Nuith. Aby to było jednak możliwe, cały wszechświat musi spełnić całkowicie swoją Wolę. Jako, że wszystkie HGA są świadomymi częsciami ego Absolutu, one także pragną tego jak najszybciej, a co najważniejsze mają one możliwość pomaganiu światu przy wpełnianiu Woli, czasem przyspieszaniu tego procesu, a gdy wszystko schodzi na złe tory - przywracaniu na właściwe. Zgrupowaniem wszystkich HGA i ich oświeconych wcieleń, którzy dążą do wspierania i przyspieszania Woli nazywamy Wielkim Białym Braterstwem czy też A.'.A.'. .

 

Czwartym, co się nasuwa, to to, że korespondencje istniejące w naszym umyśle istnieją takze w obiektywnym wszechświecie. Owszem: doświadczenie pokazuje, że te powiązania nie są jedynie umowne, lecz znajdują odbicie w faktach natury. Pokazuje to choćby fakt, że pewne istoty łatwiej przyzywać przy użyciu kadzideł korespondujących z nimi. Odpowiedniki te nie są więc rzeczą tylko personalną i nie wypada ich modyfikować przez swój kaprys. Najprecyzyjniejszym zestaweiniem głównych korespondencji jest Liber 777; nie rości sobie prawa do wszystkich korespondencji (bowiem byłoby to niemożliwe), lecz prezentuje te najważniejsze i najbardziej kluczowe. Pragnę teraz zająć się trochę innym zagadnieniem - modelem i schematem rzeczywistości. Aby dobrze przedstawić to zagadnienie muszę Cię zapoznać czytelniku z Drzewem Życia - najwygodniejszym oraz najprecyzyjniejszym systemem klasyfikacji oraz schematyzacji wszechświata.

 

Drzewo Życia to schemat opierający się na 10 sefirach reprezentujących konkretne aspekty rzeczywistości i 22 ścieżek, które je łączą. Aby więc można było w miarę pojąć Drzewo Życia trzeba mieć mniej więcej pojęcia co ono reprezentuje. Wcześniej jednak pragnę zaznaczyć podział na męskość, androgyniczność i żeńskość - jest to bardzo prosta klasyfikacja przez wzgląd na cechy. Zeńskie jest to, co zimne, ujemne, introwertyczne, przepoczwarzające, powolne etc. Męskie jest to, co energiczne, ciepłe, ekspansywne, ekstrawertyczne, szybkie, kreujące etc. Androgynicznym jest to, co z kolei je godzi. Nazewnictwo to jest stosowane dla wygody i nie ma na celu urażenie żadnej z płci - taki podział przyjął się w tradycji zachodniej i nie widzę przeszkód w korzystaniu z niego.

 

Pierwsza sefira to Keter (z hebrajskiego Korona). Wiąże się ona z absolutną jednością i syntezą wszystkich antagonizmów.Jest to wszechrzecz w formie niezamanifestowanej, z tej racji odpowiada jej punkt. Odpowiada jej także planeta Pluton, jako, że godzi ona śmierć z życiem (życie pozagrobowe) oraz przez czynniki astrologiczne jakie ta planeta wywiera. Druga sefira to Chokma (z hebrajskiego Mądrość). Jest ona źródłem wszystkiego co męskie. Wiąże się ona z czystym pośrednictwem - reprezentuje energię w czystej postaci, siłę samą w sobie. Na przykładzie - Keter jest fallusem (penisem), Chokma nasieniem, zaś Bina (kolejna sefira) dzieckiem, które się z niego wykształci. Ta sefira to więc także szybkość i obiektywność (nasienie nie interesuje kogo zapładnia, a siłę nie interesuje na jakie ciało wpływa - po prostu robi to). Chokma koresponduje z Neptunem i Zodiakiem. Odpowiadająca jej figura geometryczna to prosta. Trzecia sefira to Bina (z hebrajskiego Zrozumienie). Jest ona zamanifestowaniem Chokmy rozwiniętej postaci - jeśli Chokma jest nasionkiem, to Bina rośliną, która z niego wyrosła. Jest ona sefirą reprezentującą pierwotną żeńskość. Jest to matka wszechrzeczy, lecz także subiektywność. W przeciwieństwie do Chokmy jest powolna i ciężka. Przymioty te wynikają także z tego, że wiąże się ona z Saturnem i Uranem. Binie odpowiada trójkąt.

 

Pomiędzy trzema górnymi sefirami (zwanymi razem Supernalną Triadą) a pozostałymi sefirami istnieje Otchłań, której odpowiada fałszywa, a tak naprawdę nie istniejąca sefira Daat (Wiedza). Jest to miejsce, gdzie dochodzi do podziału wszystkiego - nie istnieje tu żadna jedność, każdy element jest odesparowany i niezwiązany z żadnym innym. Uosobieniem Otchłani jest Choronzon - demon rozumu. Supernalna Triada jest w tym odmienna od Otchlani, że jej naturą jest jedność. Najlepiej zobrazuje to pewien przykład - mamy punkt, Keter i następnie rozpoczynamy od niego krzywą (Chokma jako linia), jednak zakrzywiamy ją w taki sposób, że tworzy spiralę, która idealnie przylega do samej siebie. Nie powstaje przez to obiekt tylko o długości, lecz powstaje płaszczyzna (bowiem spirala jest tak gęsta, że zupełnie wypełnia konkretny obszar). W ten sposób Keter nie jest uwarunkowane od istnienia ani Chokmy ani Biny, lecz gdy postanowi stworzyć któreś z nich, jednocześnie tworzy drugie (bowiem utworzona krzywa jest jednocześnie płaszczyzną bądź vice versa). Ponadto idee ponad Otchłanią zawierają w sobie swoje wypaczenie tak, że rzecz najobrzydliwsza jest jednocześnie najcudowniejszą etc.

 

Poniżej Otchłani mamy czwartą sefirę, Chesed (Łaskę). Wiąże się ona z ideą miłosierdzia, ojcowskiego autorytetu, łaski, prawa i materii. Odpowiada jej Jowisz oraz kwadrat. Piąta sefira to Gewura (Srogość). odpowiada ona ruchowi, nienawistności, wojnom, zmianom, ukierunkowaniu. Jej planeta to Mars, a figura to pentagram Szósta sefira to Tiferet (Piękno). Odpowiada ona ego, szczęściu, harmonii, życiodajności. Jej planeta to Słońce, a figura to hexagram. Powyższe trzy sefiry od kolejnych oddziela granica czy też zasłona zwana parokethem. Jest to swoista granica świętości - wszystko powyżej niej ma wyraźne znamiona boskości, zaś sefiry poniżej niej reprezentują już idee bardziej namacalne, przez co tracą pewną częsć wpływu boskości. Możemy powiedzieć, że Chesed, Gewura i Tiferet to odbicie Supernalnej Triady - jednak kolejna triada poniżej Parokethu to odbicie odbicia, przez co traci jeszcze więcej pierwotnej boskości.

 

Siódma sefira to Netzach (Zwycięstwo), męski aspekt żeńskości. To płodność, miłość i piękno. Jej planetą jest Wenus, a figurą heptagram Ósma sefira, Hod (Chwała), to żeński aspekt męskości. To komunikacja, społeczność, nauka, pismo, lecz także sztuka w ujęciu pewnych ciasno ustalonyc wzorców i proporcji. Odpowiada jej Merkury i oktagram. Dziewiąta sefira to Jesod (Podstawa). Odpowiada jej seksualność, marzenia, iluzje, pragnienia i sny, lecz także stabilizacja poniżej Parokethu. jej planeta to Księżyc,a figura to Enneagram. Jesod od ostatniej sefiry oddziela zaslona Villonu oddzielająca to, co naturalne od tego, co wynosi się ponad materię. Ostatnia sefira to Malkuth (Królestwo), sefira Ziemi i materialności. Jest to Keter zamanifestowane w pełni.

 

Sefiry reprezentują 10 podstawowych kategorii i 10 podstawowych idei reprezentowanych poprzez liczby (od 1 do 10). Jednak mamy pewien problem - gdzie skategoryzowac wszystkie idee, które pośredniczą między miłosierdziem a surowością? Świat nie jest przecież czarno-biały: tym jest właśnie 22 ścieżek, które łączą poszczególne sefiry. Reprezentują one wpływ oraz środki wywierane przez jedną sefirę na drugą, lecz także odcienie pośrednie między łączonymi przez nią sefirami. Każda z tych ścieżek reprezentuje żywioł, planetę astrologiczną bądź znak zodiaku i każdej z nich odpowiada po jednej literze z alffabetu hebrajskiego. Jak wcześniej wspominałem, Drzewo Życia to schemat i można je w nieskończoność powielać w taki sposób, że każdą sefirą możemy podzielić na dodatkowe Drzewo Życia i robić tak w nieskończoność. Jako schemat, Drzewo Życia wpasowuje się w strukturę wielu rzeczy, ludzkiej psychiki czy tego, na co właśnie chciałem zwrócić uwagę - wszechświata.

 

Teoria superstrun, jedna z dosyć znaczących teorii fizycznych, postuluje istnienie 10 wymiarów, gdzie poza naszym 4-wymiarowym wszechświatem istnieje 6 pozostałych. Tak naprawde teoria ta uznaje nasz wszechświat jako tylko jedno z wielu ziaren piasku w piaskownicy. Nie ma potrzeby wgłębiać się w detale bardziej niż całość przedstawia jedna strona; "Zgodnie z teorią superstrun, wymiary piąty i szósty umożliwiają wprowadzenie pojęć innych możliwych światów. I tak piąty wymiar pozwala na odróżnienie naszego świata od wielu innych możliwości. Dzięki piątemu wymiarowi możemy wprowadzić sposób pomiaru różnic między różnymi możliwymi światami (można zdefiniować odległość między czterowymiarowymi płaszczyznami, reprezentującymi różne wszechświaty). Szósty wymiar skupia możliwe wszechświaty które powstały w tych samych warunkach początkowych – np. Wielki Wybuch. Przemieszczając się w szóstym wymiarze możemy badać alternatywne przeszłości i przyszłości. W siódmym wymiarze uzyskujemy dostęp do światów, które zaczynają się w różnych warunkach początkowych. Zważywszy, że w piętym i szóstym wymiarze widzimy światy zaczynające się w tych samych warunkach a różniące się dopiero na późniejszym etapie rozwoju. Tu – w siódmym – wymiarze – wszystko jest inne od samego początku. Ósmy wymiar daje nam znowu płaszczyznę na której istnieją historie światów zaczynające się w różny sposób i rozgałęziające się w nieskończoność. Ośmiowymiarowa powierzchnia zawiera światy rządzone przez takie same prawa fizyki. Dopiero w dziewiątym wymiarze widać różne powierzchnie, a na każdej z nich prawa fizyki mogą być różne. Tu więc możemy poznać historię światów różnych od naszego i to od samego początku. W ostatnim – dziesiątym wymiarze – znajduje się się już wszystko co jest możliwe i co możemy sobie wyobrazić. Stanowi on niejako ostateczną granicę naszego poznania" (źródło; https:// sekretynauki.pl/fizyka/dlaczego-wszechswiat-ma-10-wymiarow/). Jak widać, schemat ten doskonale dopasowuje się do Drzewa Życia, z tym, że 10 wymiar to sefira pierwsza, dziewiąty to druga etc. Ważnym elementem jest fakt odniesienia tutaj Otchłani, pod którą znajdują się tylko wszehświaty o takich samych warunkach powstania, i Parokethu, poniżej którego egzystencja traci znamiona boskości - mamy już do czynienia jedynie z jednym z licznych wszechświatów.Ważnym jest tu zaznaczenie, że Nuith jako Umysł Absolutu obejmuje wszystkie te 10 wymiarów (Absolut możnaby nazwac jedenastym wymiarem ponad owymi 10, które tworzy, bowiem zjednoczenie Haditha z Nuith skutkuje powstaniem Parabrahmana - czegoś więcej niż tylko to, co wyobrażalne). Ciekawie jawią się tutaj słowa Nuit z Księgi Prawa: " To odnowi świat, mały świat, mą siostrę, mój język & serce moje, ku którym ślę ów pocałunek". Cytat ów w pewien sposób wywyższa nasz wszechświat ponad inne, jednak nie jest to zagadnienie do rozpatrzenia w tym tekście.

 

Zgoła inną sprawą, przy której ważna jest zasadnicza struktura i budowa wszechświata jest mechanika magii. W świecie, gdzie istnieje przyczynowość, żadne działanie nie może mieć akazualnej natury. Jedną z podstawowych koncepcji używanych przez ezoteryków jest energia astralna. Czym ona właściwie jest? No właśnie - jest to jeden z tych przypadków, gdzie każdy ezoteryk ma inne podejście i gdzie większość tak naprawdę z własnej niewiedzy woli milczeć. Tak naprawdę energia astralna to ogół cząstek elementarnych, którymi operuje magia (o wiele subtelniejszych niż aktualnie znane). Trudno nam powiedzieć jakie wielkości mają te cząsteczki, bo nie dysponujemy aparaturą, która mogłaby to zmierzyć. Mimo wszystko ważna jest w tym kontekście sprawa wiążaca się bezpośrednio z energią astralną.

 

Okultyzm jest w stanie ukazać nam jakimi cechami charakteryzują się najbardziej elementarne cząsteczki. W ezoteryce mamy podział wszystkiego na trzy oraz cztery kategorie. Trzy kategorie to, jak już wiesz, meskość, żeńskość i androgyniczność. W hinduizmie nazywamy je gunami i są to kolejno rażdżas, tamas i sattwas, a w systemie alchemnicznym siarka, sól i rtęć. Dla wygody będę stosował właśnie określenia alchemiczne. Jak pisze Crowley: "Siarka oznacza aktywność, energię oraz pragnienie. Rtęć to płynność, inteligencja oraz zdolność do transmisji. Sól to nie tylko wehikuł dla tych dwóch form energii, lecz także własciwości, które na nie wpływają" (Aliester Crowley "Księga Thota. Tarot Egipcjan" 2016 Lashtal Press). Podział na cztery kategorie to cztery żywioły: ogień, woda, powietrze i ziemia. Żywioły te opierają się na permutacjach dwóch cech - wilgotności (suchy lub mokry) oraz ciepła (ciepły bądź zimny), W ten sposób otrzymujemy dwa elementy ciepłe, powietrze (wilgotne) i ogień (suchy), oraz dwa zimne, wodę (wilgotna) i ziemię (sucha). Schemat czterech żywiołów możemy idealnie dopasować do rozróżnienia rodzajów cząsteczek (najbardziej możliwie elementarnych, czyli o długości Plancka). Jako wilgotność możemy tutaj przyjać nieoznaczoność w taki sposób, że czasteczki suche mają nieoznaczony spin, a oznaczone położenie, a wilgotne mają nieoznaczone położenie, a oznaczony pęd. Dla osób nie mających większej wiedzy w fizyce - zasada nieoznaczoności twierdzi, że jeśli możemy znać położenie z pewną dokładnością, to z taką dokładnością nie znamy pędu. Przykładowo - jeśli jesteśmy w stanie z pewną dokładnością znać pęd danej cząsteczki, to możemy określić tylko obszar, w którym się ona znajduje. Nie jest to jednak niedokładnosć aparatury - przy znanym pędzie ta cząsteczka rzeczywiście nie ma jednego położenia, lecz znajduje się jednocześnie na całym terenie. Tak więc cząsteczki wody i powietrza mają nieoznaczone położenie, a oznaczony pęd, zaś cząsteczki ziemi i ognia nieoznaczony pęd, a oznaczone położenie. Ponadto pozostaje druga cecha - ciepło.

 

Po dłuższym zastanowieniu uznałem, że odpowiada jej spin cząsteczek. Spin to cecha ściśle zwiazana z obrotem. Przykładowo; o trójkącie możnaby powiedzieć, że ma spin równy 1, ponieważ musimy go obrócić o 360 stopni wokół jego osi, aby wygladał on tak samo. Dziwną właściwością jest jednak spin 1/2; aby otrzymać tak samo wyglądającą cząsteczkę o spinie 1/2 musimy ją obrócić aż o 720 stopni, czyli dwa razy wokół własnej osi! Tak więc w naszym schemacie spin 1/2 to zimno, a spin 1 to ciepło. W ten sposób bozonami (cząsteczkami o spinie calkowitym, czyli u nas równemu 1) są cząsteczki ognia i powietrza, a fermionami (o spinie połówkowym, czyli u nas 1/2) są cząsteczki wody i ziemi. Jednak dobrze, pomysły pomysłami, lecz co nam to daje w praktyce? Przede wszystkim daje nam ciekawe uzasadnienie alchemicznej koncepcji trzech elementów. Przez alchemików sól jest uznawana za podstawę materii i swoisty wehikuł dla siarki oraz rteci. Ponadto soli przypisywana jest podwójna natura (sugeruje to już nawet symbol alchemicznej soli, czyli okrag podzielony przez srodek prostą linią). Z kolei w Liber 777 sub figura D, czyli najprecyzyjniejszej i prawdopodobnie najtrafniejszej pozycji dotyczącej koresponencji występujacych w naturze widzimy (kolumna LXIX, wiersze z numerem 23 i 32 bis), że alchemicznej soli odpowiadają dwa żywioły - ziemia i woda. Jak wiemy, ich cechą spójną jest to, że są one fermionami, z kolei fermiony mają pewnych charakterystycznych przedstawicieli - to właśnie fermionami są wszystkie z trzech cząsteczek (protony, elektrony i neutrony) tworzące atomy, czyli odpowiadajace za tworzenie materii. Ponadto w "Feynmana wykładach z fizyki" (wydawnictwo PWN, wydanie 6, poprawione, 214 - podrozdział 4.7) wytłumaczone mamy, dlaczego to właśnie fermiony, a nie bozony, są podstawą jakiejkolwiek materii.

 

Już ten element bardzo podkreśla alchemiczną racje. należy zważyć na to, że element ziemi ma określone (do ram dlugości Plancka) położenie i jednocześnie jest fermionem, dzięki czemu to właśnie on wytycza konkretniej miejsce zgrupowania materii. Bardzo zgadza się to z pogladem, że pozostale elementy właśnie przy pomocy ziemi ulegają swoistej krystalizacji i pełnej manifestacji swoich możliwości. Pargnę się jeszcze przyjrzeć tutaj hinduskim symbolom tattw (elementów w sanskrycie). Prithivi, czyli ziemia, jest symbolizowana przez zółty kwadrat, co jak najbardziej jest poprawne, bowiem to ów element utrzymuje szyk materii, możemy więc nazwać ją, z cytatu Crowleya, wehikułem. W takiej sytuacji właściwościami wpływającymi na sól i siarkę będzie Apas, woda, symbolizowana przez srebrny półksieżyc. Jest to dosyć trafne, bowiem to ona ugruntowuje powietrze oraz ogień do nadania właściwości materii jednocześnie zakreślając pole wpływu między ziemią(jednym wierzchołkiem półksiężyca), a ogniem (drugim wierzchołkiem) oraz powietrzem (symbolizowanym przez wychylenie półksiężyca). Woda dostosowuje się do nich (niczym fizyczna woda) spajając je w swoisty sposób. Ogień, Agni, to czerwony trójkąt. Trójkąt to pierwsza płaszczyzna geometryczna będaca jasno skrępowana konkretnymi wytycznymi, bowiem jest ona "uwięziona między trzema bokami. W ten sposób ukazanym jest fakt w miarę określonego położenia cząsteczki ognia. Ogień, choć tak naprawdę siarkę, Crowley przypisuje bezpośrednio do pragnienia i energiczności. Jak możemy przeczytać w wykładach Feynmana (między innymi podrozdział 4.6), bozony mają właściwość "zachęcania" cząsteczek z tego samego rodzaju (czyli u nas innych cząsteczek ognia) do wykonywania takich samych działań jak one (w dużym skrócie oczywiście, bo nie ma co mówić w artykule skierowanym do szerokiego spektrum ludzi o zwiększaniu amplitudy etc). W ten sposób ogień wywiera jakby swoje pragnienie na zachowaniu innych cząsteczek, dzięki czemu opis Crowleya jest jeszcze bardziej trafny. Podobnie ma się sprawa przy vayu, powietrzu, czyli błękitnym kole. Rteć przypisana jest do inteligencji oraz zdolności transmisji. Jako że cząsteczka powietrza jest bozonem oraz ma znacznie nieoznaczone położenie, moze zajmować ona jeden obszar z większą ilością jej podobnych. W ten sposób na jednym obszare znajduje się więcej zsynchronizowanych umysłów, a co za tym idzie wzrasta inteligencja. Jako, że cząsteczki powietrza mają w miarę ustalony pęd, to jest on bardziej podatny na zmiany np poprzez ingerencję cząsteczek ognia, dzięki czemu powietrze ma właśnie owa zdolność do transmisji zmian pomiędzy ogniem a ziemią.

 

Jednak już zostawmy temat tak bardzo elementarny, lecz pozostańmy przy energii astralnej. Jak już wiemy, materia składa się bezpośrednio z energii astralnej uformowanej w stabilniejsze i większe struktury. Pomimo tego, że występuje ona w stanie materii, przyjmuje ona bardziej mikroskopowe formy, przez co występuje też jako po prostu energia astralna. Każdy z nas ma poza swym ciałem fizycznym jeszcze drugie, zwane także ciałem psychicznym czy takze astralnym. Ciało astralne to lustro naszej psychiki (choć tak naprawdę nasza psychika to lustro ciała astralnego), przez co każdy wpływ na nie wywiera także wpływ na nasz umysł. Tak samo jak istnieje owe ciało, istnieje także inna perspektywa i oblicze świata - płaszczyzna astralna. Są to po prostu nałożone dodatkowe, subtelniejsze istnienia na naszą płaszczyznę fizyczną. Ciało astralne ma własną percepcję owej płaszczyzny, dzięki czemu możemy np za pomocą pewnych technik postrzegać istoty niematerialne czy ową energię. Możemy także owym ciałem się przemieszczać. Z racji tego, jak mnie nauczono u początków mej praktyki oraz rozmów z innymi magami przypuszczałem, że dokonując jakiejkolwiek formy projekcji astralnej tak naprawdę odczuwamy i percepcjonujemy przy pomocy wytworzonego z energii innego obiektu. Uznawałem, że ciało astralne to po prostu ciało fizyczne tylko z innej perspektywy. I cóż, dzisiaj widzę, że to błąd.

 

Przyszło mi znać trochę magów, w tym paru mających pewne umiejętności w energetyce czy też tzw. magii astralnej. Wielu z nich twierdziło, że rozwalali wrogom czakramy (centra energetyczne w ciele astralnym będące jednocześnie głównymi poziomami i sferami psychiki. Jednak pomimo tego, ze ich ofiary dostawały problemów psychicznych, nigdy ich organy fizyczne nie ucierpiały. Nie skutkowały także próby telekinezy poprzez przesuwanie astralnego obrazu danej rzeczy. Na wskutek tych dwóch, oraz paru innych rzeczy, wysunąłem jak najbardziej logiczny wniosek, że formacje astralne są po prostu trwalsze i obiekty materialne naginają formację astralna bardziej niż na odwrót przez wzgląd na oszczedność pracy i energii. Tłumaczyło to naprawdę wiele i nadawało spójności wszystkim pogladom na temat astrala. Ta teoria jest jednak błędna.

 

Doświadczenie, logika oraz rozmyslenia na temat różnic i podobieństw świadomego snu i projekcji astralnej ukazały mi inne i tak naprawdę trafniejsze podejście. Gdy doświadczamy świata astralnego, to doświadczamy płaszczyzny astralnej, a nie fizycznej. Możemy w ten sposób nie dostrzegać wielu istniejacych realnie rzeczy, a jeśli dostrzegamy, to tylko przez ich energetyczne powłoki. Dlatego możemy komuś niszczyć czakry przez 20 lat, a poza zniszczeniem mu psychiki nie uszkodzimy organów. Możemy tak samo próbować przesunąć wazon przesuwając jego astralny obraz, lecz tego nie zrobimy. Ciało astralne to ciało psychiczne i wiąże się bezpośrednio z psychiką. Owszem, nasza krew zawiera energię astralną, jednak jest ona na tyle stężona i w większych cząsteczkach (choć nadal jako energia astralna), że "wyjście z ciała" pozostawia jej sporą czesć (jednak o tym za chwilę). Możemy oczywiście tak wyczulić percepcję astralną, że będziemy dostrzegać przedmioty fizyczne i tak zagęścić energię, że będziemy mogli wpływać i przesuwać przedmioty fizyczne, jednak jest to kwestia ćwiczeń i praktyki.

 

Carol Gustav Jung, jeden z najwybitniejszych psychologów postulował istnienie energii psychicznej (niekoniecznie uznawał ją za materię, lecz na pewno za funkcję i zdolność psychiki) i owszem, większość badań wskazała, że umysł ma do dyspozycji konkretną ilość zdolność "uwagi". Na wskutek tego część owej energii jest przeznaczana na konkretne procesy psychiczne i jej ilość jest ograniczona. Nie możemy mieć np. nieskończenie podzielnej uwagi czy nawet w naszej nieświadomości nie może się odbywać jednocześnie cały miliard procesów psychicznych. mamy konkretną ilość energii psychicznej i trzeba ją zagospodarować dzieląc dla pewnych konkretnych procesów. Jung nazywa ową energię libidem i także będę korzystał z owego terminu. Jako, że postulujemy istnienie ciała psychicznego, to energia, z którego ona korzysta, musi być właśnie owym libido.Owo libido jest także energią, z ktorej korzysta mag, lecz o tym zaraz.

 

Wiele osób wskazuje na podbieństwo świadomego snu i projekcji astralnej w doświadczaniu wszystkiego. przede wszystkim; w tym tekście jako projekcję astralną ujmuję ogół wszystkich działań, gdzie dokonujemy świadomego udzialu w przemieszczaniu się energią astralna. W ten sposób zaliczam tu także to, co niektórzy nazywają projekcją mentalną, gdzie nie tracimy poczucia ciała fizycznego i wszystkie wrażenia są nie tak realne. Z tej racji ogół praktyk będę nazywał mianem projekcji astralnej, a praktykę z maksymalnie realnymi wrażeniami i wyciszenie ciała fizycznego będę wyszczególniał nazwą OOBE. Przede wszystkim dzięki uprzednio przedstawionym koncepcją mogę powiedzieć rzecz nad wyraz ważną - OOBE to nie świadomy sen. Przede wszystkim świadomy sen ma taką samą realność jak OOBE, lecz w identyczny sposób realne jest życie, a życie nie ma nic w kontekście do realności, którą świadome śnienie ma mniejszą. W świadomym śnieniu poruszamy się jedynie poprzez przestrzeń wewnątrz umysłu - i tyle. Jest to ptaktyka pożyteczna przy pracy z własną świadomością i nieświadomością, jednak nie musi mieć ona nic wspólnego z obiektywnością (choć w pewnych warunkach może stać się projekcją astralną). Przy OOBE zaś mamy ciut inną sytuację. Podstawowym elementem jest wyciszenie ciała fizycznego i wprowadzenie je w stan paraliżu - dzięki temu naprawdę bardzo spora ilość libido zostaje zwolniona z pracy (nie muszą odbierać percpecji zmysłów fizycznych, wykonywać żadnych ruchów etc), dzięki czemu jest do dyspozycji świadomości. W organizmie używana jest tylko pewna ilość libido, aby przebiegały procesy życiowe i wewnętrzne, lecz wystarcza do tego ta, która znajduje się w krwi. Tak więc nasze ciało fizyczne jest sparaliżowane a nasze libido w większej mierze wolne, co teraz? Przeważnie w tym momencie następuje wyobrażanie sobie przez maga, że dotyka ręką i przesuwa po czymś czując dotyk. Skoro libido jest w większości wolne, to po dosyć krótkim czasie angażuje się ono w pełni w ten proces dosłownie poruszając w identyczny sposób ciałem astralnym. Dzięki powstałym tak wrażeniom dotykowym całe libido zostaje zaangażowane w osobną dzialalność ciała psychicznego, dzięki możemy nim dosłownie wyjść z ciała. W ten sposób doświadczenie jest jak najbardziej realne i obiektywne.

 

Problemem jest tu więc kolejna rzecz - dlaczego podczas OOBE możemy natrafić na istoty wykreowane przez nasz własny umysł? Czy są to tylko omamy naszej świadomości a wtedy - skąd możemy wiedzieć, że reszta nią nie jest? Aby odpowiedzieć na te pytania musimy cofnąć się pamięcią wstecz. Pamiętasz o autonomicznej naturze kompeksów i o tym, że nasz umysł zamieszkują jakby osobne istoty? Otóż gdy dokonujemy OOBE spora część libido nadal nie jest spożytkowana, przez co musi znaleźć ujście w procesach nieświadomych. W ten sposó libido to jest angażowane w pewne kompleksy, które pragną wyrwać się na zewnątrz. Nieświadomość korzysta więc z energii zawartej w otoczeniu formując dla owego kompleksu swoiste ciało, na które projektuje go, tym samym oddając je mu do dyspozycji. W tym momencie chciałbym także poruszyc inny wątek, czyli ewokację bytów. Ewokacja bytu to przyzwanie go do swojego otoczenia, zaś inwokacja to zjednoczenie swojej świadomości z bytem w taki sposób, że stajesz się z nim jednością. Aby przyzwać byt obiektywny konieczna jest synchronizacja naszego umysłu z Umysłem absolutu, dzięki czemu mamy do czynienia z obiektywnymi istotami. Większość osób jednak tego nie potrafi i przyzywa jedynie kompleksy swojego umysłu. Przeważnie wystarcza to do wykonania pewnych rzeczy, bo już nawet tylko nasz umysł ma naprawdę spore możliwości tak, że bez pomocy bytów obiektywnych możemy rozkochać w sobie sąsiadkę czy zaczarować bydło. Jednak moc naszego umysłu jest nieporównywalna względem sił o kosmicznych wymiarach, przez co pełne możliwości daje dopiero przyzwanie bytu obiektywnego, jak jednak możemy się przekonać, że istota, z którą komunikujemy się jest niezależnym bytem? Magowie w takiej sytuacji stosują testy kabalistyczne.

 

Kabała zakłada, tak samo jak pitagorejczycy, hermeci czy dzisiejsi matematycy oraz fizycy, że rzeczywistość najlepiej opisują liczby. Człowiek mógł wymyślić wiele rzeczy, jednak matematyka to twór boski - jest on ugruntowany w samej naturze i jest niezmienny od tego, co mamy do powiedzenia. Z tej racji wiele alfabetów i języków posiada swoista gematrię - litery to jednocześnie cyfry i liczby tak, że każdy wyraz jest zarazem liczbą. Ponadto każda liczba w swoisty sposób wiąże się z pewnymi z pewnymi ideami czy naturami. na tej zasadzie mag po przyzwaniu bytu wypytuje go o jego korespondencje oraz wartości liczbowe z nim związane. Jednak wcześniej zaznaczałem - w ludzkim umyśle zakodowane są archetypy zarówno korespondencji jak i liczb, tak więc niestety nie jest to dostateczny dowód obiektywności. Crowley w "Magiji w Teorii i praktyce" opisuje sytuację, gdy wygłosił przed nowicjuszem "Ode do wenus" Safony w języku greckim. Nowicjusz ten udał się wtedy w podróż astralną, podczas której rozpoznał wszystkie korespondencje Wenus. Chociaż ten przypadek robi naprawdę wrażenie, to niestety Mistrzu Therionie - nie wiemy czy był on zdarzeniem obiektywnym czy uaktywnieniem archetypu. Jednak mamy możliwość korzystania z metody kabalistycznej w taki sposób, aby gwarantowała ona obiektywnosć bytu. Jak wiemy, w mózgu znajduje się konkretny obszar odpowiadający za obliczenia matematyczne, zaś demony, anioły i inne podkompleksy bogów są w naszym umysle konkretnymi obszarami mózgu. Zakładanie, że w każdym z nich znajduje się obszar odpowiadający za obliczenia byloby zamachem i herezją względem tego, co wiemy o mózgu. W ten sposób jeśli ów byt poda nam daną liczbę w bardziej skomplikowanej postaci np poprzez pierwiastek z sumy paru liczb albo ciąg liter, których suma w gematrii daje konkretną liczbę zgodną z naturą owego bytu, to możemy z pewnością powiedzieć, że owo doświadczenie jest obiektywne, a owa istota jest od nas niezależna. Niestety bardzo trudnym jest wyciąganie jakichkolwiek dowodów dla obiektywności doświadczenia magicznego, dlatego ta uwaga powinna być szczególnie cenna. Poźniej pokażemy najlepiej udokumentowan przekaz od innej istoty, który serwuje praktycznie niemożliwość przypadku bądź archetypu, co w aż misteryjny sposób dowodzi istnienia o wiele inteligentniejszego i potężniejszego od człowieka bytu niematerialnego.

 

Teraz jednak pragnę się jeszcze przyjrzeć bliżej libido oraz samej magii. Jung zauważa, że libido ma pewną cechę charakterystyczna - może zmieniać obiekt nakierowania, jednak tymczasowo zachowuje naturę poprzedniego celu. Przykładowo, jeśli libido bylo nakierowane na stosunek seksualny, a następnie przerzucono je na sadzenie drzewek w ogrodzie, to owa czynność będzie nam się jawiła jako mająca elementy seksualności. W ten sposób czynność inna z natury może nam się jawić jako odmienna. Zrozumiemy tu olbrzymie znaczenie rytuałów odpędzenia. Każdy mag przed jakakolwiek działalnością magiczną winien dokonać odpędzenia, czyli odizolowania konkretnego terenu od wszystkich wpływów zewnętrznych oraz bytów, które mogłyby wpłynąć na efekt działania. W ten sposób odpędzamy siły wszystkich kategorii, np. cztery żywioły czy siedem planet. Daje to jednak dodatkowy stosowny efekt - w ten sposób nasze libido, które jest wolne i będzie zaangażowane w działalność magiczną zostaje pozbawione cech poprzednich celów. Ponadto mag inwokuje do otoczenia także albo konkretny żywioł albo wszystkie i dzięki rytuałowi inwokacji jego całe wolne libido zostaje wprowadzone w kategorię duchowości, dzięki czemu każdy dokonywany akt ma charakter magiczny i duchowy. W ten sposób uwolnione poprzez działania magiczne libido jest nakierowane na odpowiedni cel i wodpowiedni sposób znajduje ujście. Tym, co chiałbym teraz wykonać, jest przyjrzenie się trzem Najcudowniejszym i Najefektowniejszym Kwiatom magiji, przy których wszystkie inne metody wydają się nikłe; magii seksualnej, magii enochiańskiej oraz chemognozie.

 

Magia seksualna to w skrócie wykorzystanie technik seksualnych do użytku magicznego. Dlaczego wykazują się tak dużą efektywnością? Składają się na to dwie rzeczy. Po pierwsze, samym seksem kieruje popęd. Dzięki skupieniu się na popędzie jesteśmy w stanie oderwać od innych procesów sporą część libida i dostosowac je do konkretnej kategorii. Niezależnie od orientacji seks jest popędem i dzięki temu może na pewien czas zniwelować użytek libida dla innych popedów, tym samym maksymalizując energię używaną w działaniu magicznym. Drugim i chyba najważniejszym czynnikiem jest nic innego jak orgazm. Podczas orgazmu doświadczamy tak naprawdę jedności ze zmysłami i zjednoczenia wszystkich myśli; podczas orgazmu jesteśmy w stanie po prostu nie myśleć o niczym. Pomyślmy teraz - jeśli angażujemy tak olbrzymie ilości libido (w końcu uprawiając seks raczej nie myślisz o tym, że zapomniałeś oddac sąsiadce cukru), to w momencie orgazmu całe zaangażowane libido zostaje uwolnione. Nie musimy mówić nawet jak potężne są to ilości energii - wsyatrczy powiedzieć, że większość tradycji ezoterycznych ceni nasienie bardziej niż krew. To pierwsze ma bowiem jej zdecydowanie więcej, zaś ta druga ma gęstszą, przez co lepiej nadaje się do materializacji bytów. Owszem, nie przeczytaliście źle - możliwe jest sprawienie, że przyzwany byt zagęści się na tyle, że będzie widoczny nawet dla osób postronnych i laików, a przy pełnej materializacji równie materialny niczym klawiatura, z której piszę. Jest to jednak inna sprawa i nie jest moim zadaniem przyglądanie się jej gruntowniej. Mimo wszystko jest to kwestia, która ma potencjał i możliwości, aby dać nauce namacalne dowody na realność i obiektywność magii. Jednak wracając do magii sesualnej - energia zaangażowana w cały akt zostaje więc uwolniona wraz z nasieniem bądź menstruum. Taki układ energetyczny jest jednak stosunkowo nietrwały i aby energia nie "uleciała" należy utrwalić to pewnymi technikami. Z tego wywodu wynika również, że to, o czym myślimy podczas aktu i na czym skupiamy uwagę ma spore znaczenie, bowiem na tą rzecz także ukierunkowywane jest libido. Sam jednak wytrysk nie uczyni nas bogatymi czy nie wywoła deszczu, dlatego trzeba wiedzieć co należy potem zrobić. Sytuacją jednak wyjatkową jest akt z orgazmem, lecz bez wytrysku. Libido nie ma wtedy "wehikułu", którym mogłoby ujsć, dlatego jest ono po prostu uwalniane w świat z konkretnym nacechowaniem. Znajduje to odbicie w stwierdzeniu, że myśl utrzymana w umyśle podczas orgazmu manifestuje się we wszechświecie. Konieczne jest wtedy jednak użycie technik wykluczających wytrysk.

 

Magia enochiańska to system magiczny stworzony na podstawie przekazu otrzymanego przez dr. Johna Dee oraz Edwarda Kelleya. Skontaktowali się oni z istotami, które dały im zestaw treści i narzędzi takich jak język i alfabet anielski, zewy w owym języku, Wielką Tablicę, Sigillum Dei Aemeth, model 30 niebios czy też etyrów i wiele innych. W systemie tym wyjątkowe jest to, że jest on nad wyraz efektywny, efekty intensywne, a same byty bardzo często manifestują się w nad wyraz widoczne sposoby. Alfabet enochiański to zestaw 21 symboli odpowiadających pewnym łacińskim literom. CIekawym jest fakt, że większość magicznych alfabetów u kultur nie posiadających osobnych schematów matematycznych (czyli tam gdzie występowała gematria), liczba liter oscyluje w pobliżu 21. Najbliżej jest alfabet hebrajski, który ma 22 litery, co wynika także z systemu podziału na jakości, ktorym wtedy operowano (3 elementy, 7 planet i 12 znaków zodiaku). W innym artykule wysunąłem tezę, że zarówno alfabet jak i język enochiański to tak naprawdę języki archetypowe dla ludzkości (wskazuje na to wiele doświadczeń i specyficzności przy korzystaniu z tej formy magii). Ciekawym wydaje się w tej sprawie fragment z Księgi Prawa, ktory mówi "Wszystkie stare litery mej Księgi są prawidłowe, lecz tzaddi nie jest Gwiazdą". Wskazywałoby na to, że to właśnie litera Tzaddi jest literą nadprogramową w alfabecie hebrajskim. Całość warunkowałaby wtedy to, że język i alfabet enochianski to tak naprawdę naturalny język całego wszechświata. Niezależnie od wszystkiego magia enochiańska to nader efektywnyczynnik, który tak jak magię seksualną warto wykorzystywać w praktykach.

 

Chemognoza to w dużym skrocie stosowanie w praktyce magicznej substancji psychoaktywnych. Nie jest to nowy wymysł - towarzyszyła ona już początkom religii i praktyki magicznej. Dzięki substancjom psychoaktywnym możemy w inny sposób wykorzystywać możliwości umysłu oraz samej percpecji. Jeśli ktoś twierdzi, że "halucynacje to tylko halucynacje i nigdy nie przyniosą niczego wartościowego" to muszę takie osoby zawieść - nawet to, jak postrzegasz teraz kolory, dźwięki i smaki to halucynacja. Są one tylko i wyłącznie interpretacjami konkretnych długości fal wykonanych przez mózg. Przy odmiennym percepcjonowaniu rzeczywistości liczy się tylko to, aby było to funkcjonalne i aby w pewien sposób odwzorowywało rzeczywistość. Nie wszystkie halucynacje to tylko projekcje naszego umysłu i myślę, że wielu magów przekonało się o tym nad wyraz dobrze. Tak naprawdę wszystkie odmienne stany świadomości są warunkowane właśnie poprzez biochemię mózgu tak jak np. samadhi to efekt wyrzutu serotoniny w mózgu. Właściwie każdy taki stan , który jest kluczowy dla magii związany jest z gospodarką serotoninową. jest to o tyle ciekawe, że u ludzi i zwierząt wyższych zauważono, że mają one wiecej podtypów receptorów serotoninowych. Zważywszy także na to, że dieta człekokształtnych jest nad wyraz bogata w serotoninę (np. banany), a już u jaskiniowców stwierdzono korzystanie z substancji psychoaktywnych (między innymi poprzez zawartosc takich substancji w malowidłach naskalnych), to może mieć to spory związek z ewolucja człowieka.

 

Powoli zbliżamy się do końca tego tekstu. Zostały nam już praktycznie trzy kluczowe kwestie. Pierwszą z nich jest wróżenie przy pomocy tarota. Tarot składa się z 22 kart Wielkich Arkanów reprezentujących 3 żywioły (plus dodatkowo dwie karty reprezentują jeszcze ducha i ziemię), 7 planet i 12 znaków, 16 kart dworskich reprezentujących podelementy (ogień ognia, wodę ognia, powietrze ognia etc) oraz 40 kart Małych Arkanów reprezentujących 10 sefir w 4 aspektach zgodnych z żywiołami (każda karta poza Asem reprezentuje także jeden dekanat danego znaku zodiaku). Dzisiejsi przeciwnicy tarota mówią (i tutaj większość ezoteryków nie jest w stanie odeprzeć tych zarzutów), że skoro zasada nieoznaczoności zmniejsza deterministyczność świata o połowę, to twierdzenie, że tarot pozwala poznać przyszłość jest co najmniej aroganckie. W rzeczywistości nie ma w tym problemu - aby móc znać idealna przyszłość nie musimy znać położenia cząsteczki i jej pędu, tak naprawdę musimy znać jedynie efekty, jakie one wywołają przy interakcji z pozostałymi cząsteczkami. A któż może to wiedzieć jeśli nie wszechwiedzący Absolut? Ponadto zważywszy, że każdy HGA ma bezpośredni dostęp do perspektywy Absolutu, to mamy już przepis w jaki sposób manipulowane przez HGA ruchy dłoni są w stanie ukazać nam przy pomocy kombinacji 78 archetypowych obrazów przeszłość, przyszłość i teraźniejszość. Dla nas ezoteryków problemem przy tarocie jest istnienie dwóch szkół; anglojęzycznej, umiejscowiającej kartę Głupca na początku i romańskiej, która daje go na końcu. Osobiscie idac w ślad za Aliesterem Crowleyem uważam, że tak naprawdę właściwa jest anglojęzyczna, a zarówno Levi jak i Wirth znali prawdziwe, lecz uznali za stosowne ukryć je przed profanami. Co prawda bardziej zdroworozsądkowe jest inny pogląd, który wysnuwamy po znani źródeł, jakimi Levi się kierował, jednak jest ot opinia, która wyrobiłem sobie na wskutek pewnych doświadczeń.

 

Choć obie szkoły mają argumenty na swoją stronę (jeden z najciekawszych serwuje nam Krzysztof Azarewicz w swoim wstępie do polskiej edycji "Wprowadzenia do tarota" Wirtha, Lashtal Press 2015), to chciałbym pokazać czytelnikowi pewien element, którego trudno aby nie zauważył przynajmniej Wirth. Otóż Wirth sugeruje nam rozważać tarota jako mandalę (koło), a charakterystyczną cechą dla danej karty jest ta znajdująca się naprzeciwko. Szkoła romańska ma inny rozkład przyporządkowań literowych właśnie przez pozycję Głupca, przez co w szkole romańskiej to Mag a nie Glupiec to Alef (pierwsza litera alfabetu hebrajskiego), zaś w anglojęzycznej Mag to Bet (druga litera). Jeśli zsumujemy literę (pamiętajmy że w hebrajskim każda litera to też liczba) z tą naprzeciwko otrzymamy więcej informacji. Przykładowo w szkole anglojęzycznej Arcykapłanka, Gimel - 3, ma naprzeciwko Śmierć, Nun - 50, co po zsumowaniu daje nam 53 - jeden z wariantów imienia Elihu ("On jest moim Bogiem" z hebrajskiego) czyli imienia HGA, a czy to nie właśnie HGA jest swoistym łacznikiem nas z Bogiem (Keter z Tiferet)? Drugim chyba najbardziej bijącym po oczach jest przykład z Daleth, czyli czwarta litera. Szkoła anglojęzyczna przypisuje ją do Cesarzowej, zaś romańska do Cesarza. Naprzeciwko Daleth znajduje się Samekh, o wartości 60. 60+4=64 - jest to wartość liczbowa Nogah, hebrajskiej nazwy dla Wenus, planety kobiecości. Chyba nikt mi nie powie, że to Cesarz powinien być związany z Wenus zamiast Cesarzowej. mam nadzieję, że te dwa przykłady powinny wystarczyć, a każdy czytelnik może sam się podjąć dalszych studiów. Trudno aby Wirth i Levi nie zauważyli takich oczywistości, a zważywszy na ich wiedzę łatwiej jest przypuszczać, że woleli prawdziwe atrybucje ukryć niż że byli ignorantami w sztuce. Umiejsciowienie Głupca na początku wnosi także jedną kluczowa zmianę - "równik" mandali Wielkich Arkan to już nie Gwiazda-Kochankowie na Wieża- Hierofant. Wielkie Arkana to także obrazkowa podróż probanta do stania się najwyższym wtajemniczonym. W tym kontekście trafnym wydaje się uznanie za równik kart reprezentujących dwa kluczowe momenty dla aspiranta - Wiedzy i Konwersacji Świętego Anioła Stróża oraz przekroczenia Otchłani.

 

Wiedza i Konwersacja HGA to bardzo intymne doświadczenie polegajace na bardzo intensywnym i bliskim kontakcie ze swoim HGA. Ten stan charakteryzuje się swoistą ekstazą, podczas której poznajemy głowny cel swojej Woli, imię swojego HGA oraz w formie wizji zostają nam ukazane niektóre nasze poprzednie wcielenia. Przekroczenie Otchłani to zaś doświadczenie charakteryzujące się trzema stanami;

 

-Atmanadashaną, czyli doświadczeniu jedności z całym istniejącym wszechświatem i Absolutem,

 

-Shivadashaną, czyli wizją otwarcia Oka Shivy. Jej skutkiem jest doświadczenie jedności z najczystszą nicoscia,

 

-Nerodha-samapatti, stanem, w którym doświadczamy jedności z Parabrahmanem. Niekoniecznie kazda osoba przekraczająca Otchłań doświadcza tego transu, lecz niektóre tak i zwiemy go Większym Transem Cudu. Osoba po przekroczeniu Otchłani dokonuje zjednania ze swoim HGA i oddaje swój indywidualny byt na rzecz anihilacji jaźni i zjednoczenia się z uniwersalną wszechrzeczą. Po owym doświadczeniue ego jest powrotnie formowane, jednak jesteśmy świadomi, ze jest ono tylko wehikułem dla Wyższej Jaźni (HGA), którą jesteśmy.

 

 

To już praktycznie ostatni temat tego tekstu, lecz nie mniej ważny.Temat ten to dosyć wspołczesna ksiega objawiona, której okoliczności spisania są dosyć jasne - Liber AL vel Legis zwana także Ksiega Prawa. Dzieło to zostało spisane za pośrednictwem Aliestera Crowleya, wybitnego XX-wiecznego maga i mistyka, który swoimi poglądami oraz doświadczeniami zrewolucjonizował ezoterykę i to właśnie on wprowadził termin Magiji. W okresie spisywania Liber Legis Crwoely był nad wyraz sceptycznie nastawiony do jakichkolwiek form magii i z dużą niepewnością podszedł do całej sprawy. Wszystko zaczęło się bowiem od tego, że w trakcie pokazowego rytuału jego żona Rose wpadła w trans, podczas którego powiedziała Crowleyowi, że "oni na niego czekaja", zaś po dwóch dniach Crowley dowiedział się, że owym oczekujacym był Horus. Sceptyczny Aliester poddał ją jednak testom kabalistycznym, w tym dodatkowemu testowi mającemu możliwość sprawdzenia się jedynie na drodze czytania w myślach. Na rzecz obiektywności całej sytuacji był fakt, że Rose nie miała bladego pojęcia o mitologii egipskiej, o korespondencjach kabalistycznych nie wspominając. Ponadto gdy udali się razem do Muzeum Kairskiego, gdzie Rose miała wskazać wizerunek Horusa, ta z dużej odległości wskazała Stelę oznaczoną numerem 666 i przedstawiającą Ra-Hoor-Khuita, czyli aktywną formę boga Horusa. Na Crowley'u zrobiło to spore wrażenie na tyle, że postanowił on słuchać wskazówek udzielanych mu przez Rose i w ten sposób 8, 9 oraz 10 kwietnia otrzymałon przekaz Księgi Prawa. Była mu dyktowana przez Aiwassa, i każdego z tych dni była spisywana w olbrzymim pośpiechu w ciągu godziny (od 12 do 13 każdego dnia, co w sumie daje 3 godziny). Księga ta składa się z trzech rozdziałow ukazujących perspektywę i swoiste manifesty trzech bogów; Nuit, Hadita i Ra-Hoor-Khuita.

 

Ksiega Prawa jest wyjątkowa pod trzema względami. Przede wszystkim serwuje nam ona wyjątkowy i specyficzny system filozoficzno-religijny. Jak trafnie zauważa Crowley w "Magiji w Teorii i Praktyce", Księga Prawa jednoczy trzy wielkie teorie filozoficzne: nihilizm, monizm i dualizm. Liber Legis nie neguje tego, że dualizm istnieje - zaznacza ona jedynie, że jest to jedynie stan tymczasowy, którego celem jest tak naprawdę osiągnięcie pierwotnej jedności. Doktryna ta podkreśla ponadto, że ostateczna rzeczywistosć ma swe źródło w nicości. Dla Thelemy (czyli poglądu filozoficzno-religijnego opartego na Księdze Prawa) kluczowe są dwie rzeczy - Wola i Miłość. Skoro bowiem naturą rzeczywistości jest jednia, to aby do niej powrócić jest tylko jedno wyjście - zjednoczyć przeciwieństwa w akcie miłości. Z tej racji każdy Thelemita ma dwa kluczowe przykazania; „Czyń wedle swej woli będzie całym Prawem.” (AL I:40) oraz „Miłość jest prawem, miłość podług woli.” (AL I:57). Thelema obstaje za wolnością dla każdego człowieka ograniczoną jedynie czynieniem Woli (co więc za tym idzie nie działaniu wbrew Woli innych, bowiem wszystkie Wole są aspektami jednej Woli wszechświata). Dzisiejszy przyrost materializmu w połączeniu z konsumpcjonizmem i napływem idei buddyjskich doprowadza do coraz szerzej obecnego przekonania, że egzystencja jest cierpieniem. Tym cenniejsza wydaje się dziś Thelema, która staje naprzeciwko smutnemu współczesnemu światu i krzyczy wręcz okrzykiem bojowym, że "[...] ból podziału jest niczym, a radość rozkładu wszystkim" (AL I:30). Skoro istnieje Wola, to sam wszechświat w ostatecznym rozrachunku musi być czystą radością. Według Buddy rozłaka z ukochanym to cierpienie, lecz Thelemici powtarzają za Shakespearem "Smutek rozstania tak bardzo jest miły". Czyż bowiem chwile spędzone z ukochaną osobą nie przyćmiewają blaskiem swego szcześcia tęsknotę podczas rozłąki? Właśnie dlatego Księga Prawa mówi "Pamiętajcie wszyscy, że egzystencja jest czystą radością; że wszystkie smutki są niczym cienie; odchodzą i już ich nie ma; lecz jest to, co pozostaje" (AL II:9). Thelema i Magija uczą nas jak czerpać maksimum szczęścia z życia, a gdy w pełni pojmiemy swą Wolę i celowość Woli całego wszechświata, wtedy nawet ból, który jest częscią Woli wydaje się nam milszy i mniej uciażliwy. To właśnie dlatego osoby na stopniu Magusa porzucają cieszenie się nieskończonością, aby pomagać światu w realizacji i przyspieszeniu jego Woli.

 

Dla Thelemy olbrzymie znaczenie mają tzw. Eony. Są to okresy czasu w istnieniu ludzkości, które charakteryzują sie konkretnymi cechami przez fakt, że ludzkość znajduje się wtedy pod wpływem pewnych kosmicznych sił. Pierwszy Eon to Eon Izydy. Był to okres, gdzie centrum kultu byłykobiety i panował matriarchat - kobiety jawiły się wtedy jako dawczynie życia (nie wiązano wtedy stosunku seksualnego z ciążą i rodzicielstwem). W niepojęty także sposób były one związane z naturą, między innymi przez cykl menstruacyjny. Panowało wtedy zblizenie człowieka do natury, która była dla niego całą rzeczywistością. Koeljny był eon Ozyrysa, gdzie kult skupił się głównie wokół Słońca, które w niepojęty sposób każdego wieczora umierało po to, aby odrodzić się następnego poranka. Ponadto zapanował patriarchat, a uwagę przeniesiono z natury na sfery mniej bezpośrednie niż materia. Trzecim Eonem, w którym aktualnie żyjemy, jest Eon Horusa. Tak jak Eon Izydy był żeński, a Eon Ozyrysa męski, tak Eon Horusa androgyniczny. Zrozumiano, że Słońce tak naprawdę nie umiera, lecz jego pozorna śmierć to tylko cien iluzji. Tak też traktuje śmierć Thelema - nie jest to koniec czegoś, a początek czegoś innego, lecz po prostu przejście do innego stanu. Eon Horusa kładzie duży nacisk na indywidualność i niezależność jednostki. Jest jeszcze czwarty Eon, Eon Maat, który dopiero nadejdzie. Jest on jakby siostrą bliźniaczką Eonu Horusa i przypisany jest do żywiołu ziemi. Skoro więc Eon Horusa obstaje za niezależnością wszystkich osób, tak w Eonie Maat w końcu ludzie zaczną żyć niczym jeden organizm, wspólnie realizujący Wolę i wspierający się w niej. Rozmaitość perspektyw zostanie tak naprawdę zasymilowana przez jeden absolutny pogląd na temat rzeczywistości, który będzie mozna po prostu ubrać w pewne otoczki. Co więcej, Eon ten, tak samo jak żyioł ziemi względem pozostałych elementów, będzie krystalizacją wszystkich poprzednich Eonów, dzięki czemu ich najlepsze aspekty zostana urzeczywistnione. Ponadto Maat, egipska bogini sprawiedliwości, przez Crowleya jest powiązana ze znakiem Wagi, który jest znakiem wenusjańskim, a wywyższony jest w nim Saturn, co wskazuje na miłość, której celem jest rozkład.

 

Nuit i Hadit to tak naprawdę odpowiedniki Nuith i Haditha na niższych planach. Przykładowo, w związku kobiety i mężczyzny kobieta to Nuit a mężczyzna to Hadit. Hadit reprezentuje to, co męskie i wewnętrzne, zaś Nuit to, co kobiece i zewnętrzne. Ich dzieckiem jest Heru-Ra- Ha (najpełniejsza forma Horusa, pan obecnego Eonu), którego dwoma aspektami są Ra- Hoor-Khuit i Hoor-Paar-Kraat. Hadit jest reprezentowany poprzez punkt, Nuit okrąg, zaś przestrzeń między nimi to RaHoor-Khuit. Hadit odpowiada Śiwie, zaś Nuit Siakti. Awatarów Nuit i Hadita, ich pełne urzeczywistnienia, nazywamy Babalon (ewentualnie Szkarłatną Konkubiną) i Bestią. Takich awatarów mamy w przyrodzie pare (jak np Aion i Hekate), jednak najbardziej kluczowymi dla ludzkości są Magus Eonu i jego Szkarłatna Konkubina. Magusem Eonu nazywamy osobę, która podczas Ekwinokcjum Bogów (momentu przejścia z jednego Eonu w drugi) wypowiada swoje Słowo jako Słowo Eonu, wprowadzając ludzkość w kolejny Eon. Taka osoba to także wręcz kapitan nowego Eonu, który przewodzi ludzkości w zasymilowaniu się z danym Eonem. Dla Eonu Horusa taką osobą był właśnie Aliester Crowley,który podczas Ekwinokcjum Bogów w 1904 otrzymał Księgę Prawa i wprowadził ludzkość w nowy Eon. Dzięki Crowleyowi mamy na tyle dobrze ustalone i wiadome okoliczności spisania Księgi Prawa (patrz; "Ekwinokcjum Bogów", Lashtal Press 2012), dzięki czemu możemy ze spora pewnościa przyznać, że nie jest ona fałszerstwem Crowleya. Prorok ten poświęcił zresztą całe życie na zgłębianie tajemnic Liber Legis, lecz tak jak zapowiadała Ksiega, nie udało mu się to w pełni nawet wtedy. Podkreśla to fakt, że pozostawił bez rozwiązania 11 problemów dotyczących Liber Legis, których znaczenia nie zrozumiał.

 

Za autentycznością Księgi Prawa przemawia bogactwo zagadek kabalistycznych, ukrytych znaczeń i głębia przekazu zawarta w Księdze. Po przeczytaniu "Ekwinokcjum Bogów" każdy wrecz widzi, że praktycznie niemozliwym jest, aby Crowley dopuścił się oszustwa i sam napisał Liber AL. Nad wyraz ciekawe wydają się sprawdzone przepowiednie Księgi, choć sceptycy mogą się przyczepić, że jest to jedynie przypadek. Jeśli chcemy wobec Liber Legis wystawić tezę ostateczną musimy przybrać postawę maksymalnie sceptyczną. Potrzebujemy znaleźć więc coś na tyle stabilnego, że nie będziemy w stanie tego podważyć. Wbrew pozorom Księga Prawa daje nam coś takiego i sam Crowley był bezpośrednio blisko odkrycia tego, gdyż sam nakreślił coś kluczowego. Mowa tu o kratce, którą nałożył na stronę Liber legis, na której nakreślona została podczas spisywania linia. Dokonując z tym paru działań jesteśmy w stanie otrzymać klucz do Liber Legis - angielską gematrię. Język angielski jest językiem typowo komunikacyjnym bez żadnych magicznych zastosowań (w opozycji do np hebrajskiego, gdzie język ten ma też znaczenie magiczne) i to, jak on powstawał nie wskauzje na to, że mógłby mieć gematrię. Księga Prawa serwuje zaś regularną gematrię (gdzie wartość liczbową zwiększamy idąc od G na lewo o 4 tak, że G to 1, F to 5, E to 9 etc). Sam ten fakt wskazuje na nad wyraz spore oparcie przekazu w obiektywności, bowiem nie ma żadnej pewności, że gematria angielska mogła zostać stworzona, a tym bardziej, że Crowley odkryłby, że ona istnieje (tym bardziej nie dzieląc się tym ze światem), a gematria owa nie mogła być tworem podświadomości proroka. Co więcej, gematria ta nie dotyczy tylko języka angielskiego, lecz także egipskiego (a u niego równiez nie mamy dowodów na gematrię, gdyż miał osobny system matematyczny) oraz enochiański (a znając historię jego przekazu niemożliwym jest, żeby Kelley i Dee wprowadzili do niego gematrię, TYM BARDZIEJ IDENTYCZNĄ JAK DLA JĘZYKA EGIPSKIEGO I ANGIELSKIEGO, których to już powiązanie nie może mieć kulturowego uwarunkowania znając historie obu języków). Ostatnim szczegółem, który dosłownie niszczy mur krytyki jest fakt, że gematria ta, podobnie jak matematyka, nie może być wytworem człowieka z prostej przyczyny - zależności w niej zachodzącej opierają się na pewnej niezmiennej i charakterystycznej rzeczy zakorzenionej w samej naturze - liczbach pierwszych.

 

W celu rozjaśnienia podam przykład. W Księdze Prawa czytamy "Nic jest tajemnym kluczem tego prawa. Żydzi nazywają je sześćdziesiąt jeden; ja zwę to osiem, osiemdziesiąt, czterysta & osiemnaście. Lecz oni mają połowe; zjednocz wszystko za pomocą swej sztuki w taki sposób, aby zniknęło" [AL I:46-47]. Pierwszym co się rzuca w oczy to fakt, że suma numeracji tych wersetów [46+47] daje nam 93, czyli liczbę kluczową dla Thelemy (bowiem jest to wartość liczbowa Thelemy i Agape, czyli Woli i Miłości w języku greckim). "Zjednocz wszystko" odnosi się do zsumowania 61 i 418, bowiem 418 to tak naprawdę najpełniejsza manifestacja ósemki (jest to zapisana w pełni litera Ceth, czyli ósma litera alfabetu hebrajskiego). W wyniku otrzymujemy liczbę 479. Co jest w niej niezwykłego? Otóż to, że w naszej gematrii "NOTHING" (czyli z angielskiego "nic") ma również wartość liczbową 479! Co jednak bardziej intrygujące, jeśli chcielibyśmy zobaczyć, którą liczbą pierwszą jest 479 (uznając 1 za pierwszą liczbę pierwsza), spostrzeglibyśmy, że 479 to dziewięćdziesiąta trzecia liczba pierwsza! Właśnie owo "NOTHING" jest Kluczem Liber AL, co mówi sama Nuit - "Nic jest tajemnym kluczem tego prawa". Owa gematria i zależności, które pokazują się podczas badania nią Księgi, mają spory udział w zależnościach między wszystkimi liczbami, a liczbami pierwszymi, przez co nie może być to ludzki wytwór, ani świadomości, ani podświadomości. Oczywiście jest multum przykładów zastosowania tego do zagadek Liber Legis, jednak nie będę o nich pisał w tak ogólnym tekście. Jedynym wyjściem jest postulat, że Księga Prawa została podyktowana przez inteligencję wyższą niż ludzka, niemającą ciała materialnego jak ludzie, lecz co najważniejsze - mającą na tyle olbrzymią moc, że była w stanie wpłynąć na rozwój cywilizacji do tego stopnia, aby nieświadomie ukryła w dwóch swoich językach, niezwiązanych ze sobą w procesie tworzenia. Według Księgi Prawa owa istota to posłaniec Hoor-Paar-Kraata - Aiwass.

 

Stoimy w obliczu zmian. XXI wiek jest okresem czasu, który tworzy wiele wyzwań i problemów. Tylko od nas, magów, zależy, czy im sprostamy. Mamy jednak szansę przestać być tylko kwestią poboczną ludzkości, lecz stać się jej pochodnią, którą rozświecimy mroki niewiedzy. Tak więc cóż pozostaje mi powiedzieć: ku chwalenauki! Ku chwale prawdy! Ku chwale Magiji!

 

"Pokój wszystkim! Pokój i tobie!

Twe serce nigdy nie będzie w żałobie.

Pokój temu, co największe i najmniejsze,

Temu, co stale i co się zmienia.

Nieskończenie świeci światło niniejsze

Dla tych, którzy śnią o realności cienia.

Cześć Bestii składa człowiek każdy.

Błogosławieństwo prorokowi cudownej Gwiazdy!" ["Ekwinokcjum Bogów", Lashtal Press 2012]

 
 
 

 

 

 

 

 

 
 

Serwisy